Ładowanie aut elektrycznych w Polsce staje się coraz droższe. Sieć punktów ładowania nie rośnie w dużym tempie. To wszystko nie wróży dobrze przyszłości „elektryków” nad Wisłą.

Polska elektromobilność dynamicznie się rozwija. Pod koniec 2019 roku prawie 8,7 tys. samochodów elektrycznych było zarejestrowanych w Polsce, z czego 60% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne, a resztę hybrydy. Do ich ładowania wykorzystywanych jest ponad 1 tys. stacji. Prawie 30% z nich to stacje szybkiego ładowania prądem stałym, podczas, gdy nieco ponad 70% to wolne ładowarki prądu zmiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Dostawców ci dostatek

Ładowarki te są obsługiwane przez 11 operatorów, którzy w ostatnim czasie, jeden za drugim, wprowadzają opłaty za ładowanie. Wśród firm, które uruchomiły swoje sieci ładowarek, są polskie koncerny paliwowe – chodzi o Orlen i Lotos – oraz elektroenergetyczne, takie jak PGE, Energa czy Tauron oraz Innogy. Ta ostatnia firma oferowała tę usługę przez ponad 10 lat… za darmo!

Poza tymi znanymi markami na rynku funkcjonują firmy skupiające się jedynie na rynku e-mobility. Są to firmy, które dostarczają stacje ładowania dla inwestorów (np. do centrów handlowych czy hoteli), domów, jak i rozwijają swoje własne sieci ładowarek. Wśród nich są: GreenWay Polska, EV+, GO+EAUTO, Elocity oraz Zepto.

Rozrzut cen jest spory

U większości operatorów ceny różnią się w zależności od trybu ładowania. Są one wyższe w ładowarkach szybkich wysokiej mocy na prąd stały. Jak wynika z zestawienia przygotowanego przez portal Wysokie Napięcie, koszt 1 kWh wynosi od 1,6 PLN do ponad 2,2 PLN. Z kolei ładowanie na wolnych lub półszybkich stacjach wiąże się z wydatkiem od 1 PLN do 1,6 PLN za 1 kWh.

Jak widać zatem koszt szybkiego ładowania jest wyższy o 40-90% w stosunku użycia ładowarki mniejszej mocy, porównując ofertę jednego operatora. Porównując najtańszego z najdroższym różnica sięga 120%. Warto dodać, że w styczniu 2020 cena 1 kWh w domowym gniazdku wynosiła ok. 60 gr.

Przy zużyciu energii wynoszącym 20 kWh na 100 przejechanych kilometrów, naładowanie baterii będzie więc kosztować 32 – 44 PLN w przypadku ładowarki szybkiej oraz od 20 PLN wzwyż za ładowarki półszybkie i wolne. Różnica wynika z szybkości ładowania. W ładowarce szybkiej baterię można naładować w czasie do godziny, a niekiedy nawet 20-30 minut. W słabszych ładowarkach proces ten będzie trwał kilka godzin. Ceny będą niższe, jeśli samochód na dłuższy podłączymy do domu zasilanego panelami pv, lub carportu.

Gdzie i za ile można ładować auto elektryczne

Największą siecią ładowarek jest GreenWay – posiada 175 punktów, z których 115 to stacje szybkie, a 60 to stacje AC. W 2019 roku firma wprowadziła na rynek ładowarki o mocy 150 kW oraz pierwszy w Polsce wielostanowiskowy hub do ładowania 11 samochodów na raz. Firma opłaty za korzystanie z sieci wprowadziła w 2018 roku. Chociaż ceny w planie standardowym należą do najwyższych w kraju, to w przypadku gotowości klienta do ponoszenia opłat abonamentowych (40 – 100 PLN /mies.) ulegają obniżeniu nawet o 70%.

Opłaty wprowadził także Tauron. Posiada on 29 stacji na obszarze Górnego Śląska, a ich liczba do końca 2020 ma wynieść 150. Po krótkim okresie przejściowym niskich cen na początku stycznia 2020 od końca miesiąca są one najwyższe w Polsce: dla stacji mniejszej mocy (AC) wynoszą 1,60 zł/kWh, a dla stacji większej (DC) mocy 2,21 zł/kWh.

12 stacji ładowania udostępnił Lotos na trasie Warszawa – Trójmiasto pod nazwą „Niebieski Szlak”. Ich lokalizacje zostały wytyczone tak, aby odległości między nimi nie przekraczały 150 km, a ich w 2022 ma sięgnąć 130 stacji. W styczniu firma ogłosiła, że będzie pobierać stawkę stałą za ładowanie w wysokości 24 pln, bez względu na długość ładowania oraz ilość pobranej energii.

Trudności z płatnościami

Duża liczba operatorów ładowarek budzi naturalnie trudności z obsługą płatności za usługę. Zapewne wielu właścicieli elektryków pyta samych siebie: czy naprawdę muszę mieć 10 aplikacji w telefonie? W innych krajach europejskich pojawiają się już aplikacje pozwalające na „roaming”, czyli możliwość korzystania z różnych sieci. Niemniej, dla ich operatorów może to oznaczać mniejsze dochody. Tymczasem zdaniem Macieja Mazura, dyrektora zarządzającego Polskiego Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, operatorzy zmagają się z wysokimi kosztami utrzymania infrastruktury oraz kosztami stałymi.

Nieustanna pogoń za Europą

Pomimo rosnącej popularności „elektryków” różnice między Polską a krajami zachodniej Europy są olbrzymie. W Niemczech liczba stacji przekroczyła w 2019 roku 32 tys., we Francji sięgnęła prawie 30 tys., a w Wielkiej Brytanii przekroczyła 27 tys. W samym Berlinie jest ich ponad 1 600! W Polsce jest ich nieco ponad 1 000, a liczba punktów ładowania wynosi 1 815. Według szacunków Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych w Polsce może być od 80 do 100 tys. punktów ładowania do końca 2025 roku. Czas pokaże czy te prognozy się urzeczywistnią…

Warto pamiętać, że na stronie PlugShare.com dostępna jest ogólnoświatowa mapa punktów ładowania pojazdów elektrycznych.