Jest kilka symptomów niezawodnie świadczących o tym, że znajdujemy się na drodze do pracoholizmu. Albo że już jesteśmy pracoholikami.

Wiadomo, że zdarzają się ciężkie okresy w pracy. Mogą się pojawić szczególnie w okresie przed świętami czy wyjazdem wakacyjnym. Oczywiście, czasami nadchodzą w następstwie zmian w organizacji czy w wyniku trendów na rynku na którym działa firma, w której pracujemy.

Problem w tym, że u niektórych ten ciężki okres w pracy to jest konstans, stała. Szacuje się, że już około 10% młodych pracowników z krajów rozwiniętych jest pracoholikami. Jeśli jesteś Milenialsem i nie wiesz, czy ten syndrom już cię dopada, przeczytaj poniższą listę objawów. Jeśli większość obserwujesz u siebie to znak, że czas wrzucić na luz.

Brak przerw w pracy. Nie chodzi o przerwy na jedzenie, czy na wyjście do toalety. Chodzi o dłuższe przerwy w tygodniu, albo o urlop. Jeśli nie bierzesz urlopów (w styczniu okazuje się, że nie wykorzystałeś np. 18 z 26 należnych dni urlopowych), jeśli pracujesz w weekendy, zamiast odpocząć, zrelaksować się, skupić na hobby – to z pewnością jesteś pracoholikiem, albo jesteś co najmniej blisko zostania nim. Tymczasem badania pokazują, że przerwy w pracy są niezbędne do regeneracji. Najlepsi sportowcy bardzo dbają o to, by odpoczywać, niektórzy wręcz uważają, że im bardziej potrafią leniuchować między treningami, tym lepsze wyniki potem osiągają. Dlatego ty też koniecznie powinieneś robić sobie dłuższe przerwy w pracy, czasami można nawet wziąć urlop w środku tygodnia, by po prostu odpocząć. Naprawdę, lepiej pograć w gry w sobotę, niż pracować.

Zaniedbywanie stosunków międzyludzkich. Gdy nadmiernie skupiamy się na pracy, zazwyczaj zaniedbujemy stosunki międzyludzkie. Nie wychodzimy na piwo z kolegami, ani na drinka z koleżankami. Nie mamy czasu odwiedzać rodziny. Nie mamy czasu skoczyć do Starbucksa na kawę. Badania pokazują, że pracoholicy mają o 50% większe szanse na rozwód (czy rozstanie z partnerem), niż osoby nieuzależnione od pracy. Warto także pamiętać, że brak częstych kontaktów towarzyskich wpływa negatywnie na zdrowie. Człowiek jest istotą społeczną, potrzebuje relacji z przedstawicielami homo sapiens. Tymczasem – jak pokazują badania – zupełny brak kontaktów towarzyskich wyrządza zdrowiu takie szkody, jak palenie 15 papierosów dziennie, czyli przybliża do chorób układu krążenia czy raka.

Permanentne myślenie o pracy. Jeśli nie umiesz przestać myśleć o pracy, jeśli nie umiesz się zrelaksować – to oznacza, że jesteś blisko pracoholizmu. Badania mówią, że w 2017 roku aż 66% Amerykanów pracowało podczas urlopu. Oczywiście nie w pełnym wymiarze, ale jednak robili coś, co miało związek z pracą – kończyli pewne sprawy, domykali pewne projekty, sprawdzali maile itd. Wakacje z laptopem oznaczają, że jesteś pracoholikiem.

Zaniedbywanie siebie. Oczywiście, od czasu do czasu może się zdarzyć, że nie ma czasu na obiad, albo na to by pójść pobiegać, bo trafił się wyjątkowy nawał pracy. Jednak jeśli taka sytuacja ma miejsce codziennie, jeśli zaniedbujesz sen (powinno się spać minimum 7 godzin dziennie, najlepiej 8), jeśli nie jesz o regularnych porach, jeśli nadużywasz kawy i napojów energetyzujących – to oznacza, że jesteś już na ścieżce pracoholizmu prowadzącej do zdrowotnej ruiny. Szczególnie ważne jest wysypianie się – to ono decyduje o tym czy nasze zdolności intelektualne i poznawcze są na odpowiednio wysokim poziomie. Równie ważne są ćwiczenia fizyczne, które redukują stres czy poprawiają pamięć i kreatywność.

Ocenianie siebie tylko poprzez pryzmat pracy. Jeśli patrzysz na siebie tylko przez pryzmat pracy i swoich zawodowych osiągnięć, to jest to oznaka pracoholizmu. To oznacza, że twój mózg uważa, iż twoje role społeczne ograniczają się do pracownika. Jeśli uważasz, że jesteś wart tyle, ile „wyprodukujesz” – albo, nie daj Boże, ile zarobisz – to jesteś na ścieżce nie tylko pracoholizmu, ale i problemów psychicznych, bo porażka zawodowa będzie oznaczała koniec świata. To dlatego warto mieć rodzinę, warto utrzymywać kontakty towarzyskie, warto mieć hobby, warto uprawiać sport – to są sfery poza pracą, w których można się realizować, można coś osiągać, tak by nie stać tylko na jednej nodze (pracy).

Czy jednak Milenialsi rzeczywiście są pracoholikami? Czy naprawdę pracują od świtu do nocy? Czy są przeciążeni pracą? Badania pokazują, że niekoniecznie. Wydaje się za to, że są przewrażliwieni na swoim punkcie i lubią podkreślać jak dużo pracują, choć generalnie wcale tak nie jest – wynika choćby z tego artykułu opublikowanego jakiś czas temu na portalu Slate.