O tym czemu w Polsce współpraca nauki z biznesem wygląda mizernie i co należałoby zrobić, aby ją rozruszać rozmawiamy z prof. Marianem Nogą, dyrektorem Instytutu Współpracy z Biznesem Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.


Piotr Rosik (Generacja Smart): Chyba w pełni uzasadniona jest teza, że w Polsce współpraca nauki z biznesem nie wygląda tak, jak powinna. Wygląda marnie, jeśli porównamy się z krajami rozwiniętymi, z Zachodem… Czy zgadza się Pan z tą tezą?

Prof. Marian Noga (dyrektor Instytutu Współpracy z Biznesem): Zgadzam się z tą tezą. Badania naukowe można podzielić na fundamentalne, czy też teoretyczne, oraz na aplikacyjne, czyli wdrażane. O ile nasze polskie politechniki badania dla przemysłu robią i tam jest jakaś współpraca – to widzę po Politechnice Wrocławskiej – o tyle na innego rodzaju uczelniach jest bardzo źle.

Prawda jest taka, że biznes nie chce finansować badań z matematyki, czy nawet z chemii, o naukach humanistycznych nie wspominając. Każdy naukowiec bada pewien bardzo wąski wycinek rzeczywistości i droga do aplikacji takich badań w biznesie jest bardzo daleka.

Ta droga by się skróciła, gdyby ekosystem naukowo-biznesowy wyglądał tak jak w USA. Tam istnieją potężne fundacje, które przeznaczają olbrzymie środki na tzw. badania podstawowe, dzięki którym powstają przełomowe wynalazki i rozwiązania. Wszyscy liczą na to, że to właśnie dzięki temu ekosystemowi amerykańskiemu doczekamy się komputerów kwantowych.

Jakie są przyczyny? Wina leży po stronie uczelni czy biznesu? Może winne jest prawo? A może kultura?

Odpowiem Panu przykładem. Istnieje techniczny uniwersytet w Dreźnie, w Niemczech [Technische Universität Dresden – przyp. aut.]. Jego absolwenci, wraz z władzami uczelni, założyli spółkę akcyjną, która przyjmuje zlecenia od biznesu. Ta spółka nazywa się TUDAG. To rozwiązanie świetnie funkcjonuje. Przy okazji eliminuje zjawisko wykorzystywania publicznych aktywów dla prywatnej korzyści.



Polskie prawo co prawda pozwala na tworzenie spółek w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, ale ich efektywność jest niestety nieduża. To nie jest rozwiązanie popularne. Te polskie podmioty są też zazwyczaj małe i nieskuteczne. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje.

Mogę się natomiast pochwalić, że na Wyższej Szkole Bankowej staramy się to zmienić. Jako dyrektor Instytutu Współpracy z Biznesem utworzyłem 9 rad biznesu dla 13 kierunków, w których to radach zasiadają doświadczeni ludzie ze świata naukowego i biznesowego. Te rady mają za zadanie dbać o dydaktykę, czyli o to, żeby w programie nauczania pojawiały się rzeczy potrzebne na rynku.

Poza tym regularnie raz w roku zwołujemy kongresy firm rodzinnych, aby lepiej poznać problemy i potrzeby takich podmiotów, które przecież stanowią o sile polskiej gospodarki. Pogłębiamy też współpracę z firmami z sektora IT, staramy się brać udział w tzw. IV rewolucji przemysłowej.

Czy nadmierna wewnętrzna biurokracja polskich uczelni i powolne tempo podejmowania decyzji nie odstraszają przypadkiem przedsiębiorców?

To jest jak najbardziej uprawnione twierdzenie. Na WSB studiuje około 16 000 studentów, pracuje blisko 1000 naukowców, a w administracji zatrudniamy ledwie 120 osób i staramy się to zatrudnienie ograniczać. Na innych polskich uczelniach, o ile mi wiadomo, na 1 naukowca przypada 1 pracownik administracji. To pokazuje skalę zbiurokratyzowania polskich uczelni. Nic dziwnego, że praktyka boi się wchodzić w ten gąszcz wewnętrznych procedur.

Proszę zwrócić uwagę na to, co dzieje się z projektami unijnymi. One się zatykają. A czemu? Bo stworzyliśmy w kraju procedury, które bardzo utrudniają realizacje. Niepotrzebna biurokracja jest jak najbardziej hamulcem współpracy nauki z biznesem. Ryba psuje się od głowy i ryba niestety musi sama powstrzymać ten proces.

A jak wygląda kwestia przedsiębiorczości i umiejętności menedżerskich po stronie środowiska naukowego? W Polsce chyba wciąż istnieje głęboko kulturowo zakorzenione przeświadczenie o roli naukowca oddanego wyłącznie nauce…

Wśród naukowców starszej daty rzeczywiście wciąż rozpowszechniona jest postawa, że jestem przeznaczony do wyższych celów i nie będę się zajmował komercjalizacją mojego wiekopomnego dzieła. Jednak daje się zauważyć zmianę pokoleniową i zmianę postaw. Młodzi naukowcy myślą inaczej, z chęcią dążą do komercjalizacji swoich projektów. Chodzi o osoby przed 40 rokiem życia.

Przedsiębiorcy utyskują na niesprzyjające regulacje podatkowe i brak wiedzy o tym, jakie badania prowadzone są na uczelniach. Tak wynika z badań Fundacji Inventity i firmy Taylor Economics. Może przydałyby się jakieś ulgi i centralny rejestr prowadzonych badań?

W Polsce jest 350 uczelni. Taki rejestr byłby olbrzymi, trudny do prowadzenia, ale wydaje się, że jest on potrzebny. Na razie jednak biznes powinien szukać opracowań, które są dostępne w literaturze przedmiotu.

Jeśli chodzi o podatki, to firmy nie tyle narzekają na uciążliwość systemu podatkowego, ale na jego zmienność oraz niejednoznaczność interpretacji. Tutaj powinno się dużo zmienić. Jeśli chodzi o ulgi, to powinny być za inwestowanie i tworzenie miejsc pracy, za efekt współpracy nauki z biznesem. Za samo podjęcie współpracy nie powinno być ulg.

Które polskie ośrodki naukowe, albo regiony, wyróżniają się, jeśli chodzi o skuteczność współpracy z biznesem, i dlaczego?

Niestety nie robiłem tego rodzaju badań, ani nie znam takich. Ale mogę zauważyć, że nie jest łatwo powiedzieć jaki procent PKB Polska wydaje na naukę. Jest tak dlatego, że te wydatki są mocno rozproszone. I zapewne jest to między 1% a 2% PKB. I to jest zdecydowanie za mało, satysfakcjonujący poziom to byłoby 5% PKB.

Dziękuję za rozmowę.

———————————————————

Prof. Marian Noga – polski ekonomista, profesor nauk ekonomicznych, były rektor Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Był senatorem IV i V kadencji z ramienia SLD. W latach 2004-10 był członkiem Rady Polityki Pieniężnej. W pracy naukowej zajmuje się teorią wzrostu gospodarczego, polityką fiskalną i monetarną, ekonomicznymi aspektami ochrony środowiska. Obecnie dyrektor Instytutu Współpracy z Biznesem Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.