Czy polscy naukowcy chętnie komercjalizują swoje projekty, czemu tak niewiele start-upów powstaje przy polskich uczelniach, które gałęzie polskiej nauki są najbardziej atrakcyjne biznesowo – o tych i wielu innych tematach ze styku biznesu, nauki i inwestowania rozmawiamy z prezesem funduszu Kvarko dr inż. Pawłem Wielgusem.

 

Chwalicie się Państwo że fundusz Kvarko ma unikatowy model biznesowy. Na czym polega jego unikatowość? Jakie rodzaju funduszem jest Kvarko, jak go klasyfikować?

Fundusz Kvarko jest tak zwanym funduszem zasiewowym. Bardzo często rozpoczynamy projekty, zapewniając im 1. rundę finansowania. Poszukujemy przede wszystkim projektów wywodzących się z nauk ścisłych.

Jestem naukowcem, wiele osób z naszego zespołu ma naukowe zaplecze w różnych specjalizacjach. Dzięki temu mamy jako team unikalne spojrzenie na projekty, za którymi stoją naukowcy. Rozumiemy ich specyfikę, rozumiemy podejście naukowców.

W jaki sposób analizujecie projekty, w które chcecie zainwestować?

Robimy analizę literatury naukowej, analizę patentów, często również analizy w laboratorium. Przyglądamy się wielu projektom, które w ogóle nie wyszły jeszcze poza laboratorium. Naszym atutem jest umiejętność przełożenia tych wizji na liczby i modele biznesowe. 

W jaki sposób wyszukujecie projekty na wczesnym etapie rozwoju?

Zanim uruchomiliśmy fundusz Kvarko, współpracowaliśmy doradczo z większością jednostek naukowych w Polsce. Zbudowaliśmy szerokie relacje ze światem naukowym. Poza tym zaglądamy do źródeł, których niemal nikt nie czyta, bo albo nie ma czasu, albo specjalistycznej wiedzy. Pojawiamy się w miejscach, na konferencjach, które są dość niszowe, często stricte naukowe. Tam rzadko pojawiają się fundusze inwestycyjne.

„Celem funduszu jest aktywizacja środowiska naukowego w obszarze komercjalizacji własności intelektualnej” – czytamy na stronie Kvarko. W jaki sposób nakłaniacie polskich naukowców do tego, by zakładali biznesy? Czy to jest łatwe, czy trudne?

Jeśli chodzi o współpracę z naukowcami, to możliwe są różne scenariusze. Wielu badaczy chce po prostu uprawiać naukę, niekoniecznie myślą o biznesie. Ja taką postawę bardzo szanuję, szczególnie jeśli chodzi o nauki podstawowe, które intelektualnie pchają cywilizację do przodu.

Jednak coraz częściej wśród naukowców młodych, przed 40-ką, dostrzegamy chęć komercjalizacji stworzonych rozwiązań. To są osoby, które chcą udowodnić, że ich praca jest przydatna. No i oczywiście myślą też o sferze majątkowej.

Dość często naukowcy mówią też, że chętnie udostępnią rozwiązanie do komercjalizacji i będą je wspierać na każdym etapie rozwoju, ale nie chcą samodzielnie prowadzić firmy, która ma je rozwijać. Wtedy pojawia się przed nami zadanie zbudowania zespołu, który pokieruje takim biznesem, ale na to również jesteśmy przygotowani.

W Europie Zachodniej, przy dobrej uczelni wyższej powstaje nawet kilkaset start-upów rocznie. Jeśli popatrzymy na najlepsze polskie uczelnie wyższe, to w skali roku jest to kilka, może kilkanaście. Ta ogromna różnica wynika głównie z braku pewnego rodzaju kultury biznesowej w polskim środowisku naukowym. Przecież nawet najlepszy patent sam na siebie nie zarobi. Inna sprawa, że poziom polskiej nauki nieco odstaje od krajów zachodnich, choć tutaj sytuacja systematycznie się poprawia.

Jak ocenia Pan potencjał polskich start-upów naukowych? W których sektorach młodzi polscy naukowcy są najmocniejsi?

Jeżeli mówimy o obszarach, które nadają się do komercjalizacji, to na pewno zwróciłbym uwagę na szeroko pojmowany obszar tzw. life sciences, czyli nauk o życiu. Chodzi mi tu zarówno o medycynę ludzką, jak i o weterynarię. Często to jest naprawdę poziom światowy. Problem w tym, że jest u nas kilka bardzo dobrych ośrodków, ale też wiele poniżej średniej, dlatego liczba naprawdę wartościowych projektów nie jest duża. Inna sprawa, że wciąż mamy problem z finansowaniem tego typu przedsięwzięć, znam tylko kilka polskich funduszy, które w ogóle pochylają się nad projektami z life sciences na wczesnym etapie rozwoju. Ta luka finansowania mocno przeszkadza.

Natomiast globalnie biotechnologia  staje się ciekawym obszarem inwestycyjnym. Był moment, gdy w USA sektor biotechnologiczny cieszył się dużym zainteresowaniem inwestorów, ale potem ten zapał opadł, kiedy inwestorzy zobaczyli, że biotechnologia to inwestycja długoterminowa, a do tego ryzykowna, więc wymaga dywersyfikacji. Jestem pewien, że biotechnologia będzie miała jeszcze swoje pięć minut.

W jakim horyzoncie inwestuje Kvarko? Czy moment dezinwestycji jest z góry określany?

Ustalamy horyzont wyjścia indywidualnie dla każdego projektu. Są spółki, które już po 6 miesiącach od naszego wejścia nadają się do walidacji, do oceny perspektyw, i stają się interesujące dla większych funduszy. Ale są też takie mocno badawcze, które wymagają wiele pracy w laboratorium.

Pierwsze inwestycje zrobiliśmy w IV kwartale 2016 roku. Część z nich generuje przychody, przygotowujemy się do wyjścia z tych inwestycji, ale są też takie, które wciąż pokonują naukowe wyboje. Ale spokojnie, cierpliwość popłaca.

 

 Jak wygląda relacja projektów zbadanych do projektów w które inwestujecie?

Przeprowadziliśmy jak na razie 13 inwestycji, przy czym do funduszu trafiło jakieś 450 projektów. Część tematów po prostu do nas nie pasuje, innym z kolei poświęciliśmy bardzo dużo czasu zanim okazało się, że nie są ciekawe. W projektach naukowych diabeł zawsze tkwi w szczególne.

A jak wygląda kwestia nieudanych inwestycji? Czy są jakieś projekty, w które fundusz zainwestował, ale potem tego żałował? Czy są jakieś projekty, w które fundusz nie zainwestował i również potem pojawił się z tego powodu żal?

Muszę przyznać, że mamy za sobą takie doświadczenia. Jeśli chodzi o dokonane inwestycje, to może nie ma na naszym koncie poważnych błędów, ale oczywiście nie ze wszystkiego jesteśmy zadowoleni. Przynajmniej na razie. Tylko że po fakcie to każdy jest mądry. Nie chodzi tu bynajmniej o samą koncepcję, o pomysł czy produkt, ale raczej o ludzi. Te projekty o których mówię rozwijają się, ale o wiele wolniej, niż zakładaliśmy. Od wielu lat uczę się zasady, że lepiej jest stawiać na ludzi, niż projekt sam w sobie. Dlatego teraz nie wyobrażam sobie inwestycji bez kilku spotkań z zespołem.

Jeśli chodzi o przegapione szanse, to przyglądałem się swego czasu pewnemu projektowi z zakresu inżynierii materiałowej. Moja intuicja mi mówiła, że to jest świetny projekt. Nie miałem też wątpliwości co do ludzi. Ale podejmowałem decyzję zbyt długo. Być może zabrakło mi doświadczenia i zdecydowania. Teraz ten projekt to jeden z lepszych polskich start-upów, rozwija się w dobrym tempie, jest doceniany przez inwestorów i branżę w skali globalnej.

Czy któryś z projektów, w które zainwestował fundusz Kvarko, chciałby Pan wyróżnić? Który projekt ma według Pana największe szanse na wielki, globalny sukces?

W naszej grupie kapitałowej jest kilka takich projektów. Szczególnie obiecujący jest na przykład Bioceltix. Spółka działa w branży weterynaryjnej i posiada własną technologię hodowli i podawania komórek macierzystych. Z kolei QNA Technology pracuje nad autorską metodą produkcji dużej ilości tanich kropek kwantowych, wykorzystywanych między innymi do produkcji ekranów, w fotowoltaice, a nawet w biochemii. Spółka DEBN stworzyła natomiast igłę do biopsji prostaty, która uwalnia lokalnie małe dawki antybiotyków w momencie wkłucia. To jest dość proste rozwiązanie, które ma szansę uchronić pacjentów przed częstymi zakażeniami bakteryjnymi, do których dochodzi w czasie biopsji. A do tego spółka ma na to solidny patent. Natomiast SatRevolution właśnie pokazał, że jest w stanie niewielkim kosztem produkować funkcjonalne nanosatelity, wysłać je na orbitę i się z nimi skutecznie komunikować. Ten ostatni biznes jest bardzo ambitny i kapitałochłonny, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Na początku fundusz Kvarko miał do dyspozycji 30 mln zł. Ile mu zostało? Ilu inwestycji można się jeszcze spodziewać?

Zostały nam pieniądze na kilka inwestycji. Ale zapraszam wszystkich naukowców i pomysłodawców dysponujących ciekawymi projektami, bo prowadzimy nabór ciągły i mamy możliwości finansowania również z innych źródeł. Pracujemy obecnie nad znacznie większą inicjatywę inwestycyjną, niż Kvarko, w nieco innej formule.

Jak Pan ocenia ekosystem biznesowy dla start-upów w Polsce? Dużo się mówi i pisze o tym, że nie jest on zbyt sprzyjający. Z drugiej strony, jeśli spojrzymy ile młodych firm w naszym kraju powstaje, to chyba nie jest tak źle?

Jeżeli mierzyć polski rynek start-upowy liczbą firm, to nie jest źle. Ale jeśli jakością, to jest już gorzej. Obecnie jest bardzo dużo pieniędzy publicznych, rynek zrobił się trochę masowy. Pojawiają się niestety mechanizmy nierynkowe, bo fundusze zaczynają nienaturalnie pomiędzy sobą konkurować. To jest negatywne zjawisko, nieco wymuszone uwarunkowaniami legislacyjnymi, w jakich się poruszamy. Wystarczy spojrzeć na rynek zachodni, tam dominuje współpraca pomiędzy funduszami.

Zasypano polski rynek start-upowy dużą liczbą nanofunduszy z bardzo małym ticketem inwestycyjnym. Pojawiła się luka finansowania przy potrzebach na poziomie 1-2 mln euro. Działalność funduszy wspieranych przez Polski Fundusz Rozwoju nieco poprawi tę sytuację, ale tylko nieznacznie. Taka sytuacja na dłuższą metę odbije się negatywnie na samych spółkach, które będą miały systemowy problem z kolejnymi rundami finansowania. Większość z nich po prostu upadnie. Ale moim zdaniem jest to po prostu cena, jaką musimy zapłacić za wykształcenie swego rodzaju kultury biznesowej czy też inwestycyjnej. Większość zarządzających funduszami w długim terminie sobie nie poradzi, nie zrobią dobrych exitów, nie zapewnią kolejnych rund finansowania, obleją ten test. Jednak część wyjdzie z tego zwycięsko, z dużym doświadczeniem, i na nich warto będzie stawiać w przyszłości. Bolesne, ale prawdziwe, inaczej się tego zrobić chyba nie dało.

Co się stanie za kilka lat, gdy państwowe i unijne środki będą się radykalnie zmniejszać?

Zostaną zespoły zarządzających, które pokazały, że wiedzą co robią. Do nich popłyną środki prywatne. Polski rynek upodobni się bardziej do rynków zachodnich.

Jak Pan ocenia spółki z sektora medycznego i biotechnologicznego, które są notowane na GPW? Która jest najmocniejsza fundamentalnie, która ma największy potencjał rozwoju? Czy w którąś by Pan zainwestował w długim terminie swoje własne pieniądze?

Przyglądam się polskiej biotechnologii uważnie, mam swoich faworytów. Kibicuję, żeby w końcu komuś się udało przejść pełną ścieżkę regulatorową dla leku oryginalnego. Jest kilka naprawdę ciekawych krajowych spółek biotechnologicznych, w które bym chętnie zainwestował.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również.

 

dr inż. Paweł Wielgus – od października 2016 roku jest partnerem zarządzającym w funduszu Kvarko. Zasiada w radach nadzorczych spółek, m.in. Bioceltix i SatRevolution, prowadzi również prywatny wehikuł inwestycyjny Startit Fund. W przeszłości pracował również w Stowarzyszeniu Inwestorów Indywidualnych. Ukończył biotechnologię na Politechnice Wrocławskiej, ma doktorat z chemii, jest również analitykiem finansowym. Wiele lat spędził w jednostkach naukowych za granicą.