Współczesne media każdą, choćby najmniejszą kontrowersję, potrafią rozdmuchać w celu zdobycia uwagi czytelnika. Uwagi, którą później zamieniają na pieniądze. Niestety, syndrom ten dotknął również będących w procesie tworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej.

Bliższe spojrzenie na debatę o WOT wskazuje, że toczy się ona na temat „jak”, niż „czy” powinny one powstać. Niemniej fakt, że zostały powołane przez kontrowersyjnego (byłego) ministra A. Macierewicza powoduje, iż WOT były wygodnym środkiem wygenerowania ruchu internetowego poprzez wyolbrzymianie związanych z nimi kontrowersji, które często okazywały się fake news (fałszywymi wiadomościami). Tymczasem kwestie tak podstawowe, jak bezpieczeństwo państwa, powinny być tematem rzetelnych debat, a nie obrzucania się epitetami w celach politycznych, zwłaszcza w obliczu rosnących napięć geopolitycznych…

Przeprowadzone w 2017 roku przez CBOS badanie mówi: Tworzące się Wojska Obrony Terytorialnej mają w polskim społeczeństwie znacznie więcej zwolenników niż przeciwników, ale nie można mówić o powszechnej akceptacji ich istnienia. Stosunek do WOT jest też mocno upolityczniony – ich zwolennikami są przede wszystkim badani identyfikujący się z obecnym rządem, partią rządzącą oraz prawą stroną sceny politycznej.

I chociaż widać to w przestrzeni medialnej, to powoli następują zmiany. Jak mówi ppłk. M. Pietrzak, Rzecznik Prasowy WOT: „Uważam, że nasze działania znajdują zrozumienie i akceptację w coraz szerszych kręgach społecznych. To rzecz naturalna, której się spodziewaliśmy, po prostu nasi żołnierze stają się naturalnymi ambasadorami formacji, swoją postawą dają realne świadectwo, czym jest i do jakich zadań są przeznaczone Wojska Obrony Terytorialnej.

Niestety, przykładów używania tematu WOT do kreowania kontrowersji jest co najmniej kilka.

 

Fake news o WOT, czyli karabiny z gumy

Przykładem rodzącego się „fake news” były re-publikacje powstałe na bazie materiału Rzeczpospolitej „Anakonda-18: Cywile z atrapami w ogniu walki”. Materiał źródłowy nie był co prawda krzywdzący w stosunku do WOT, gdyż skupiał się on na uczestnictwie organizacji pro-obronnych w manewrach wojskowych. Problem pojawił się później.

Onet, publikując link na profilu Facebook do swojego tekstu, opartego o w/w artykuł, w podpisie zdjęcia wstawił tytuł wskazujący, że to żołnierze WOT podczas manewrów  posługiwali się atrapami broni. Dodatkowo, ten tytuł wskazywał na portal Rzeczpospolita, jako źródło, co nie było zgodne z prawdą. Dalej sprawy potoczyły się lawinowo: na portalu wp.pl: „Manewry Anakonda-18. WOT dostanie atrapy zamiast broni. Wątpliwości USA wobec organizacji”, a portal NaTemat napisał: „Policzek w stronę Wojsk Obrony Terytorialnej. Właśnie amerykańska armia dała do zrozumienia, co o nich sądzi”. Co prawda później oba portale zmieniły nagłówki, ale stało się to dopiero po interwencji rzecznika WOT. Tak wygląda mechanizm powstawania fake news.

Chociaż najprościej byłoby posądzić autorów o celową dezinformację, problemem jest model finansowania mediów i wynagradzania dziennikarzy w zależności od wygenerowanego ruchu internetowego. Dlatego – wbrew oskarżeniom o przemyślnym działaniom na szkodę państwa, czy wręcz o „przykaz z zagranicy” – wydaje się, że to brak wiedzy oraz presja czasu na opublikowanie „gorącego newsa” stoją za błędnymi opiniami nt. WOT i w największej mierze odpowiadają za generowanie się fake news. Ten mechanizm doskonale opisał jeden z użytkowników FB:

 

O „najdroższym wojsku świata”, czyli jak z niezamierzonego błędu może powstać fake news

Dużym echem pod koniec 2018 toku odbiła się publikacja w tygodniku „Polityka”, w której wskazano na wysoki koszt utrzymania żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Niestety, został on niepoprawnie wyliczony. W efekcie tego autor napisał, że każdy żołnierz tej formacji kosztuje więcej niż reprezentant każdego innego rodzaju sił zbrojnych, włączając siły specjalne. Niestety, wiadomość została powtórzona przez wiele mediów i osób. Tymczasem, w ocenie Dowództwa WOT, każdy żołnierz tej formacji kosztuje państwo 6 razy mniej, niż żołnierz zawodowy.

W przesłanym do autora tego tekstu komentarzu autor feralnego artykułu, red. M. Świerczyński, pisze: Popełniłem błąd w obliczeniach i za bardzo zaufałem własnym rachunkom. To dla mnie wielka nauczka, ale też – można powiedzieć – szkolna wpadka. Mogę tylko jeszcze raz przeprosić czytelników. Natomiast wydaje mi się, że zarzut kreowania fake newsa był postawiony wobec mnie z pewną przesadą, być może w rezultacie przyjętej w WOT strategii komunikacji. Co istotne, zwraca on uwagę na zbyt szybkie ferowanie wyroków: Żałuję, że w tzw. obiegu znalazł się wyłącznie ten przekaz z błędnymi wyliczeniami. Reszta mojego tekstu zawierała informacje i oceny, które są pozytywne dla WOT i mogłyby wręcz zostać uznane za promocję tego rodzaju wojsk. Ogólne przesłanie było mniej więcej takie, że jakkolwiek idea WOT została upolityczniona przez Antoniego Macierewicza, to projekt ma wiele obiecujących stron.

Ta historia pokazuje, że nawet eksperci – zwykle sceptyczni wobec obecnie rządzących – wspierają ideę budowy WOT.

 

Płynna rzeczywistość wokół WOT

Należy jednak zwrócić uwagę, że i sama narracja wokół WOT się zmieniła i uległa profesjonalizacji. Dzisiaj nie mówi się już o przeciwstawianiu żołnierzy WOT elitarnym formacjom rosyjskim, czyli Specnazowi – jak zapowiadał minister Macierewicz. Niezależnie od niefortunnego charakteru tego sformułowania, trzeba zaznaczyć, że w wypadku konfliktu, siły specjalne przeciwnika będą atakowały strefę tyłową, czy niszczyły infrastrukturę krytyczną, a WOT, jako powszechny, terytorialny komponent Sił Zbrojnych jest naturalną przeciwwagą dla tego typu działań.

Obawy budziło, postulowane na etapie projektu, stawianie wśród celów formacji wzmacnianie „(…) chrześcijańskich fundamentów systemu obronnego oraz SZ RP, tak aby wiara polskich żołnierzy były najlepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa”. Mimo to nie wszystkie niejasności zostały rozwiane. Przede wszystkim ryzykowne wydaje się wykorzystywanie Żołnierzy Wyklętych jako patronów niektórych z nowo powstających jednostek. Ich ocena wśród historyków jest niejednoznaczna, a w świętach i marszach poświęconych tym żołnierzom biorą udział organizacje skrajnie prawicowe. Na przykład Warszawski Marsz Żołnierzy Wyklętych w 2019 roku zorganizowały Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, Obóz Narodowo-Radykalny ABC, WiN Warszawa i Żołnierze Chrystusa.

Zawłaszczenie symboliki patriotycznej przez skrajną część prawej strony politycznej powoduje, że nierzadko trudno jest się zorientować czy i do jakiego stopnia jest ona wspierane przez państwo. Z problematyką tą mierzymy się nie od dziś, a formą odpowiedzi środowisk wojskowych był m.in. poniższy film:

Wraz z postępującym rozwojem WOT natężenie negatywnych emocji zdaje się jednak opadać. Zdaniem ppłk. Pietrzaka: Najwięcej nieprawdziwych informacji nt. WOT pojawiało się na początku budowy formacji. Z czasem intensywność ataków malała, ostatnie tego typu informacje publikowane w mediach o szerokim zasięgu, pojawiły się pod koniec 2018 roku, od tamtej pory nie odnotowaliśmy już takich materiałów.

Ppłk. Pietrzak wskazuje na konieczność merytorycznej dyskusji: Myślę, że nie bez znaczenia jest też to, że na wszystkie ataki odpowiadaliśmy merytorycznie, przedstawiając fakty (liczby, dane, statystyki). Naszym adwersarzom trudno było z tym polemizować.

 

Jak walczyć z fake news

Uwaga każdego Internauty podlega monetyzacji. A ponieważ tworzenie i dystrybucja treści w Internecie ma znikome koszty, to w ich zalewie, twórcy internetowi obu stron sporu politycznego często próbują wywołać w czytelniku silne emocje, byle przyciągnąć go do swojego artykułu.  A nawet, jeśli później opublikują sprostowanie swoich błędnych tez, czy informacji, to najczęściej jest dany tekst ma szczyt swojej popularności za sobą (i sprostowanie do niewielu dociera).

Wydaje się, że na miejscu jest tutaj cytat z „Zaufaj mi jestem kłamcą” (s. 84-85): Dość wiarygodnym czynnikiem pozwalającym przewidywać, czy dany materiał będzie się rozprzestrzeniał online, jest wartościowość — poziom natężenia pozytywnych bądź negatywnych emocji, które zostają w odbiorcy wzbudzone. Oczywiście uczucia skrajne są bardziej pożądane niż umiarkowane. Niezależnie od tematu, w im lepsze lub gorsze samopoczucie wprawia kogoś dany tekst, tym większe istnieje prawdopodobieństwo, że znajdzie się on na wspomnianej liście najczęściej przesyłanych e-mailem artykułów. Żaden marketer nigdy nie zdecyduje się wpuścić do internetu czegoś, co choćby pachnie nieco głębszym sensem, bardziej złożoną strukturą albo mieszanymi emocjami.

W pewnym sensie my – wszyscy użytkownicy polskiego internetu – odpowiadamy za trywializację tematów bezpieczeństwa. Tworzenie wartościowych treści nie odbywa się za darmo. Tak długo, jak użytkownicy Internetu nie będą skłonni płacić dziennikarzom za ich pracę, tak długo ich pensje będą generowane w inny sposób. Przykład błędnego wykorzystywania informacji WOT dla celów zwiększenia ruchu w serwisach internetowych pokazuje, że dzieje się tak ze szkodą dla podstawowego interesu Ojczyzny, jakim jest budowa bezpieczeństwa. Pod wpływem sztucznie wzbudzanych emocji gubimy zdrowy rozsądek i racjonalizm.

 

Autor dziękuje za materiały udostępnione przez Dowództwo WOT.