Azjaci mówią otwarcie: automatyzacja miejsc pracy będzie oznaczała zwolnienia. Amerykanie przekonują, że wymusi raczej masowe przekwalifikowanie pracowników i wskazują na przypadek Amazona.

 

Davos. Piękny szwajcarski kurort jest od lat miejscem Światowego Forum Ekonomicznego. Jest to także najwyżej położone miasto Europy. Ale nie czas teraz na zachwyty nad urokami tego narciarskiego raju. Skupmy się na tegorocznej konferencji, a dokładniej na tym, co mieli do powiedzenia szefowie największych firm świata na temat sztucznej inteligencji (AI – Artificial Intelligence) oraz tego, jak wpłynąć ona może na zmiany w zatrudnieniu.

Światowe Forum Ekonomiczne od lat przyciąga nie tylko dyrektorów największych korporacji, ale także światowych przywódców i liderów. Tegoroczne Forum (22–25.01) różniło się jednak od poprzednich. Wielu komentatorów zauważa obniżenie rzeczywistej rangi wydarzenia. Zabrakło głównych postaci świata polityki, w tym kanclerz Niemiec Angeli Merkel, premier Wielkiej Brytanii Theresy May, czy przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

 

Oficjalnie o automatyzacji miejsc pracy mało się rozmawia

Jednym z tematów poruszanych w Davos na tegorocznym forum był rozwój sztucznej inteligencji i jej wpływ na zatrudnienie w sektorach, w których automatyzacja może mieć zastosowanie. Podczas oficjalnych paneli i dyskusji rozmawiano o tym raczej sporadycznie. Szefowie korporacji nie byli chętni do dzielenia się wiedzą w tym temacie, a na pytania odpowiadali wymijająco. O utracie miejsc pracy mówili jak o czymś nieuchronnym, jak o naturalnych katastrofach, które są nie do przewidzenia i występują niezależnie od naszej woli.

Natomiast w kuluarach był to jeden z ważniejszych wątków, który rodził też sporo emocji. Niewielu amerykańskich biznesmenów otwarcie przyznaje się do tego, że planowane są masowe zwolnienia spowodowane wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Szczególnie ze względu na to, że kwestia nierówności społecznych jest podkreślana zarówno przez ugrupowania lewicowe, jak i skrajnie prawicowe. Menedżerowie publicznie używają raczej eufemizmów i zamiast mówić o zwolnieniach grupowych, wspominają o uwolnieniu pracowników od uciążliwej pracy, czy wdrażaniu procesu cyfryzacji.

Jednak – jak wynika z badań Deloitte – 53% firm już zaczęło wykorzystywać maszyny do zadań wykonywanych wcześniej przez ludzi. W przyszłym roku ma tak postępować aż 72% przedsiębiorstw.

 

Azjaci nie boją się mówić o zwolnieniach

Według Kai-Fu Lee – autora książki „AI Superpowers”, eksperta z zakresu sztucznej inteligencji – aż 40% ludzkich miejsc pracy ma zostać zlikwidowanych poprzez wykorzystanie maszyn. Według niego taka automatyzacja jest nieuchronna i wymuszona będzie przez akcjonariuszy i zarządy firm.

Przedstawiciele azjatyckich firm nie boją się otwarcie mówić o planowanych zwolnieniach. Argumentem przez nich podnoszonym jest to, że wykorzystanie sztucznej inteligencji umożliwia zwiększenie zysków i oszczędzanie na pensjach pracowników, zatem jeżeli sami nie wykorzystają sztucznej inteligencji do tego celu, zrobi to konkurencja.

 

A może nie będzie masowych zwolnień, tylko masowe przekwalifikowania?

 Entuzjaści sztucznej inteligencji twierdzą, że tworzy ona przynajmniej tyle samo miejsc pracy, co redukuje. Ponadto, automatyzując proste czynności, pozwala na przeniesienie pracowników do działów, które wymagają od nich większej kreatywności. Przytaczają oni jako przykład przekwalifikowanie grupy górników z Kentucky, którzy po przeszkoleniu zostali programistami. Pozostaje pytanie, czy nie jest to wyjątek potwierdzający regułę, zgodnie z którą automatyzacja powoduje zwolnienia, a zdecydowanie rzadziej – przekwalifikowanie.

Szef Amazona, Jeff Bezos, napisał w liście do akcjonariuszy spółki, że 16 tysięcy pracowników, którzy zostali zwolnieni z pracy w magazynach Amazona, zostało przekwalifikowanych do pracy w branżach o wysokim zapotrzebowaniu na pracowników (jak pielęgniarstwo czy mechanika lotnicza). Ich kursy były w 95% opłacone przez Amazon. Są to pozytywne przykłady, jednak nie ma pewności, czy staną się regułą po upowszechnieniu się AI.

„To, w jaki sposób AI wpłynie na społeczeństwo i rynek pracy, zależy od tego, czy chcemy wspólnego dobrobytu, czy koncentracji bogactwa” – taką opinię wygłosił w Davos Erik Brynjolfsson z uniwersytetu MIT.

Sztuczna inteligencja może być jednym ze sposobów zwiększenia wydajności. Może też być przyczyną problemów społecznych wynikających z masowych zwolnień pracowników. Na razie elity korporacyjne nie chcą otwarcie mówić o dokonywanych wyborach. W interesie pracowników czy swoim własnym?