Transformacja energetyczna trwa na całym świecie. Z jednej strony coraz szybciej bogacą się państwa do tej pory uznawane za biedne i postępuje digitalizacja globalnej gospodarki. Z drugiej strony widać już pierwsze efekty zmian klimatu. To oznacza, że elektryfikacja oparta na odnawialnych źródłach energii będzie musiała stanowić trzon rozwiązań politycznych mających na celu zmniejszenie emisji CO2 – nie tylko w sektorze energetycznym, ale i transporcie. Prędzej, czy później odnawialne źródła energii będą musiały wyprzeć dotychczasowe rozwiązania oparte na ropie naftowej.

Eksperci od ropy widzą jej zmierzch

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (ang. IEA, pol. MAE) opublikowała w listopadzie swoje coroczne wydawnictwo pt. „World Energy Outlook” (WEO). Koncentruje się ono głównie na rosnącej roli energii elektrycznej, a nie na paliwach kopalnych. Omawiana jest również nagląca konieczność zajęcia się problemem zmiany klimatu. Jest to główny czynnik prognozowanych zmian w perspektywie roku 2040 i poza nim. To zaś wiąże się z problemem, jak równoważyć podaż i popyt w przyszłości zdominowanej przez rosnące w siłę odnawialne źródła energii. W raporcie poświęcono też uwagę elektryfikacji sektora transportu.

Najbardziej zaskakującą konkluzją raportu IEA jest uznanie, że supremacja ropy, podobnie jak i wszystkich paliw kopalnych, stopniowo będzie zanikać. Przyszłość stać będzie pod znakiem elektryczności wytwarzanej z zasobów odnawialnych. Odnawialne źródła energii – w takim właśnie kierunku nieubłaganie idzie transformacja energetyczna.

Wszystkie paliwa kopalne (choć w różnym stopniu) emitują gazy cieplarniane. Aby uniknąć katastrofy klimatycznej, musimy od nich odejść do czego pierwszym krokiem jest zwiększone użycie paliwa przejściowego, o najniższej zawartości CO2, czyli gazu – wskazuje raport. Jednakże, aby utrzymać cel wzrostu globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza i jednocześnie redukować ubóstwo energetyczne do 2040 r. 2/3 światowej produkcji energii elektrycznej będzie musiało pochodzić z odnawialnych źródeł energii, z czego ok. 40% z wiatru i słońca.

Odnawialne źródła energii nie są już takie drogie jak kiedyś

Ogromny globalny popyt na energię jest napędzany przez elektryfikację – nie tylko w transporcie, ale także w szeregu różnych sektorów. Nic dziwnego, że z jednej strony w ciągu dwóch najbliższych lat ma pojawić się na świecie ponad 150 gigawatów nowych mocy węglowych (to ponad 5 razy więcej, niż całkowita moc elektrowni węglowych w polskim systemie energetycznym). A z drugiej strony ma się pojawić 160 gigawatów nowych mocy z energetyki wiatrowej i 230 gigawatów z energetyki słonecznej!

Coraz szersze zastosowanie odnawialnych źródeł energii jest napędzane przez ich malejące koszty. Dzieje się tak nawet w krajach bazujących na własnych zasobach węgla, czego przykładem jest Polska. Już teraz energetyka wiatrowa nad Wisłą jest w stanie dostarczać prąd po niższej cenie, niż ta oparta na węglu. Mimo to – jak przewiduje opublikowany pod koniec listopada 2018 projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” – wszystkie istniejące obecnie turbiny wiatrowe zostaną usunięte do 2035 roku, ale to temat na oddzielny artykuł… Skupmy się na tym, co dzieje się na świecie.

Odnawialne źródła energii będą też coraz częściej napędzać samochody

Pojazdy elektryczne stają się bardziej wydajne. Ich coraz niższe ceny i coraz większe zasięgi zachęcają do ich szerszego wykorzystania. Agencja IEA podała, że sprzedaż pojazdów elektrycznych będzie rosła o 30% rocznie w ciągu najbliższych 5 lat. Co doprowadzi do tego, że w 2040 roku po drogach będzie śmigało już około 300 mln samochodów elektrycznych. Chociaż ograniczy to wzrost emisji dwutlenku węgla z transportu drogowego do mniej niż 15%, emisje z innych środków transportu – takich jak transport morski i lotnictwo – mogą wzrosnąć o ponad 40%.

Zwiększenie poziomu elektryfikacji może doprowadzić do osiągnięcia globalnego szczytu zapotrzebowania na ropę do 2030 roku. Firma paliwowa BP szacuje, że zapotrzebowanie na ropę naftową w transporcie spadnie z 94% obecnie do ok. 85% w 2040 r. Przy czym cały wzrost popytu na paliwa do celów transportowych będzie pochodził z rozwijających się gospodarek, a za ponad połowę będą odpowiadać Chiny i Indie. Ale istnieje ryzyko, że mniejsze emisje CO2, związane z eliminacją silników spalinowych, zostaną zrównoważone zwiększonym wykorzystaniem elektryczności opartej na węglu do ładowania baterii samochodów. Dlatego elektryfikacja świata musi być związana z upowszechnianiem źródeł odnawialnych – na tym powinna polegać transformacja energetyczna.

Wiele mówi się o tym, jak sektor prywatny może przyczynić się do transformacji niskoemisyjnej. Ale prawda jest taka, że za odpowiednie poprowadzenie tej transformacji będą odpowiadać politycy, nie biznes. Jak powiedział szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej: „Nasza analiza pokazuje, że ponad 70% globalnych inwestycji energetycznych będzie prowadzonych przez rządy. Przyszłość światowego systemu energetycznego zależy od decyzji rządowych”.

Zobacz także: W elektryczne hulajnogi Lime zainwestowali tacy giganci jak Alphabet czy Uber