2018 rok obfitował w kryminalne zagadki w świecie naukowym. Afery szpiegowskie, otrucia, morderstwa… A zdawać by się mogło, że  naukowiec to taka spokojna profesja!

Zdawałoby się, że naukowiec to jedna z najmniej obfitujących w przygody profesji. Dni spędzone w bibliotece, godziny samotnego stukania w klawisze komputera. Niekończące się debaty o niuansach, które nawet w największych pasjonatach dziedziny nie wywołują już pasji… A jednak rok 2018 pokazał, że kariera badacza może obfitować w zwroty akcji godne filmów o Jamesie Bondzie.

Skazany na dożywocie za badania do doktoratu

Falę oburzenia na całym świecie wywołało niespodziewane aresztowanie Matthew Hedgesa – doktoranta wydziału zarządzania i spraw międzynarodowych prestiżowego brytyjskiego uniwersytetu Durham. 31-latek pisał rozprawę o polityce wewnętrznej Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W ramach prowadzonych do doktoratu badań w kwietniu 2018 r. Hedges odwiedził bliskowschodni kraj, który znał już dobrze z wcześniejszych pobytów – rodzinnych i biznesowych.

Niespodziewanie dla siebie, swoich akademickich mentorów i brytyjskich dyplomatów został on aresztowany… pod zarzutem szpiegostwa. Służby bezpieczeństwa zaalarmowała jedna z osób, z którą Hedges przeprowadził wywiad o polityce bezpieczeństwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Uznano, że zadawane przez badacza pytania mają na celu uzyskanie informacji o poufnych sprawach państwowych. Sprawie akademika zapewne nie pomogło, że pracuje on dla firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem.

Pomimo protestów rodziny zatrzymanego, a także brytyjskich dyplomatów, Hedgesa przetrzymywano w odosobnieniu przez wiele miesięcy. Nakłoniono go też do podpisania dokumentu, w którym przyznawał się do szpiegowania w stopniu kapitana na rzecz rządu Wielkiej Brytanii. Problem w tym, że dokument był po arabsku, którego to języka badacz nie zna, a stopień kapitana nie istnieje w brytyjskim wywiadzie.

Służba wywiadowcza Wielkiej Brytanii, M16, stosuje politykę NCND (neither confirm nor deny) – to znaczy, że nie potwierdza ani nie zaprzecza podejrzeniom o przynależność określonej osoby do służby wywiadowczej. Wystosowano jednak oświadczenie, zgodnie z którym oskarżenia pod adresem doktoranta MI6 uznaje za bezpodstawne. Pomimo tego, w listopadzie 2018 r. odbyła się rozprawa, w której po zaledwie kilku minutach skazano akademika na dożywocie. Skazany i jego żona, obecna na sali, zareagowali na tę wiadomość niedowierzaniem i przerażeniem.

Szczęśliwie, raptem parę tygodni po skazującym wyroku, badacz został ułaskawiony z okazji przypadającego 26 listopada narodowego święta Emiratów.

Chociaż dramatyczna przygoda skończyła się szczęśliwie dla brytyjskiego badacza, to ucierpiały na niej relacje pomiędzy Wielką Brytanią i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Z pewnością kolejni studenci chcący prowadzić badania na Bliskim Wschodzie będą mieć w pamięci tę bolesną nauczkę.

Chciał zamordować z zimną krwią. Motyw: zdradzano mu zakończenia książek

W październiku 2018 r. odnotowano pierwszą w historii próbę zabójstwa w skutej lodem Antarktyce. Sprawcą jest Siergiej Savitskij, pięćdziesięciopięcioletni badacz zatrudniony w stacji badawczej Bellingshausen na wyspie Króla Jerzego, będącej częścią Szetlandów Południowych. Wyspa jest w 90% pokryta lodem, a jedynymi mieszkańcami (nie licząc słoni morskich) są pracownicy ośmiu stacji badawczych (w tym jednej polskiej).

Czytanie było sposobem Siergiej Savitskiego na radzenie sobie z nudą długich i samotnych zimowych dni. Jednak jego kolega, spawacz Oleg Beloguzow, także korzystał ze wspólnej biblioteczki stacji badawczej i czerpał satysfakcję ze zdradzania Siergiejowi zakończeń książek, niwecząc w ten sposób przyjemność lektury. Za którymś razem zirytowany badacz nie wytrzymał – dźgnął niedyskretnego kolegę nożem w klatkę piersiową. Poszkodowany został zabrany helikopterem do najbliższego szpitala w Chile. Choć nóż wbito spawaczowi w serce, to przeżył on atak i obecnie jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Rosyjskiego naukowca-mola książkowego nikt już nie nazwie chłodnym i pozbawionym emocji mózgowcem.

 

Położenie wyspy św. Jerzego – źródło: Googlemaps.

 

Dziwny smak drożdżówki – złapany na gorącym uczynku chemik-truciciel

Doktorant uniwersytetu Queens w Kanadzie, Zijie Wang, przyznał się do podtruwania kolegi z laboratorium. Ofiara truciciela, badacz zatrudniony na stanowisku post-doc, zorientował się, że coś jest nie tak, kiedy na początku 2018 r. zaczął wyczuwać w swoim jedzeniu i piciu dziwny, gorzki smak. Wpierw pojawił się on w cieście jabłkowym, potem w drożdżówce z rodzynkami, a wreszcie – w pitej z bidonu wodzie. Za każdym razem po spożyciu gorzkawego dania ofiara miała zawroty głowy i nudności.

Podejrzewając, że ktoś go podtruwa, badacz zamontował na swoim biurku ukrytą kamerę i, udając się na zebranie, zostawił na przynętę kanapkę. Na odtworzonym później nagraniu z kamery można było zobaczyć doktoranta Zije Wanga który czterokrotnie podchodzi do biurka odziany w ochronne rękawice oraz fartuch i skrapia kanapkę płynem z pipety. Badania wykazały, że w pipecie znajdował się rakotwórczy związek NDMA (N-nitrozodimetyloamina). Substancji tej używa się w laboratoriach chemicznych, by wywołać raka u szczurów.

Zdjęcie z wręczenia nagrody za osiągniecia naukowe Zije Wangowi w 2015 r.

Sprawa trafiła do sądu i doktorant został uznany winnym otrucia. Ostateczny wyrok dla Wanga – najpewniej między 4-7 lat więzienia – zapadnie 11 grudnia 2018 r.

Nie są znane przyczyny otrucia. Wiadomo, że mężczyźni byli przez jakiś czas współlokatorami, po czym starszy z nich po pewnym czasie się wyprowadził. Później badacze napisali wspólnie artykuł naukowy, przy czym nazwisko post-doca było pierwsze na liście autorów. To , jak sugerują komentatorzy, mogło wywołać zazdrość zdolnego i ambitnego Wanga. Obaj młodzi naukowcy pochodzą z Chin, gdzie panuje bardzo mocna kultura współzawodnictwa. W 2013 r. w Chinach wydarzył się niemal identyczny przypadek otrucia w laboratorium, z użyciem tej samej substancji – wówczas sprawcę skazano na karę śmierci.

Zobacz także