Trwają prace nad utworzeniem polskich cyberwojsk. Cyberarmia będzie chroniła polską sferę wirtualną. Pojawiła się również idea Polskiej Obywatelskiej Cyberobrony, czyli wojsk ochotniczych złożonych z pracowników sektora prywatnego.

Cyberprzestrzeń uznana została przez NATO (Sojusz Północnoatlantycki) za kolejną domenę działań operacyjnych sił zbrojnych na szczycie w Warszawie w 2016 roku. Dołączyła więc do przestrzeni lądowej, powietrznej i morskiej.

8 listopada 2018 r. sejmowa Komisja Obrony Narodowej dyskutowała na temat gotowości Wojska Polskiego do działań w obszarze cyberprzestrzeni. Okazuje się, że na ukończeniu są prace nad projektem Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Polska cyberarmia powoli się rodzi.

W związku z rosnącym dostępem Polaków do Internetu zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom również tym wymiarze staje się coraz poważniejszym wyzwaniem. Dlatego MON – dostrzegając rosnące wyzwania i zagrożenia dla bezpieczeństwa cyberprzestrzeni Polski – uznało ten obszar działań za jeden z priorytetowych.

W trakcie posiedzenia Komisji nie obyło się również bez podjęcia kwestii dezinformacji.

Jaka cyberarmia?

Zagadnienie struktur polskich cyberwojsk niewątpliwie budzi ciekawość. Z odpowiedzi przesłanej przez MON ekspertom w zeszłym roku wynika, że będą one miały dwa komponenty.

Pierwszy z nich to CYBEROPS. Ma on być zdolny do obrony przed atakami teleinformatycznymi prowadzonymi w i przy użyciu cyberprzestrzeni. Do obrony zaliczana jest również tzw. aktywna obrona. Chociaż przedstawiciel wojska nie ujawnił jej szczegółów, to przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jest ona definiowana jako „zwalczanie (dezorganizowanie, zakłócanie i niszczenie) źródeł zagrożeń.

Drugi komponent to INFOOPS. Będzie odpowiedzialny za obronę przed operacjami informacyjnymi (w tym psychologicznymi) prowadzonymi w i z użyciem cyberprzestrzeni.

Polski cyberwojownik

Z pewnością dużym wyzwaniem dla nowopowstających wojsk będzie zapewnienie odpowiedniej podaży pracowników. Nie od dziś wiadomo, że na cywilnym rynku pracy brakuje specjalistów od IT. Dlatego wśród podnoszonych na Komisji problemów było to, że wojsko oferuje o wiele niższe pensje, niż rynek (3-5 tys. PLN vs. 9-15 tys. PLN). Sekretarz stanu w MON deklaruje, że „dzisiaj zwiększamy dodatki, żeby równać do poziomu cywilnego.”

Ponadto pojawiła się sugestia, aby sięgnąć do kompetencji żołnierzy WOT. Warto w tym kontekście przypomnieć ideę powołania Polskiej Obywatelskiej Cyberobrony. Chodzi o wsparcie ochotnicze prowadzone przez ekspertów IT, na co dzień pracujących w sektorze komercyjnym.

Walka z dezinformacją zadaniem dla wojska?

W trakcie posiedzenia przewijał się również wątek wykorzystania informacji oraz dezinformacji. Jak stwierdził przedstawiciel Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w domenie lądowej to karabin jest  aktywnym narzędziem, w cyberprzestrzeni zaś taką funkcję pełni informacja.

Należy jednak podkreślić wyżej wspomniane rozróżnienie na różne rodzaje cyberwojsk, z jakich składa się cyberarmia. Według przedstawiciela Służby Kontrwywiadu Wojskowego pojęcie cyberbezpieczeństwa jest zawężane do działalności technicznej i nie ma nic wspólnego z wojną informacyjną i z dezinformacją. W ten sposób oddziela się logicznie środek walki (informację) od obszaru w którym jest stosowany (cyberprzestrzeń).

Co wcale nie oznacza, że Wojsko Polskie walką z dezinformacją się nie zajmuje. Między zdaniami padła bowiem informacja ze strony uczestniczących w posiedzeniu Komisji wojskowych, że posiada ono „pewne zdolności w tym zakresie”. Szczegóły są niedostępne, bowiem pozostają opisane w dokumentach tajnych.

Dezinformacja, ludzki błąd i polityka

Przy tym należy podkreślić wysoki stopień upolitycznienia debaty o wojnie informacyjnej. Obecnie każde nieprzychylne stanowisko – albo wpadka dziennikarska – jest traktowane jako próba kreacji #fakenews.

O tym, że droga ta może prowadzić na manowce, świadczy niedawno dyskutowana na Twitterze kwestia kosztów utrzymania żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT). W odpowiedzi na źle wyliczoną przez branżowego dziennikarza sumę i rozpowszechnioną za pomocą ogólnopolskiego magazynu, WOT zareagował oskarżeniem o manipulację i (jak widać z infografiki) kłamstwo. W odpowiedzi zaś dziennikarz przyznał się do błędu.

Tego typu jasne i klarowne wyjaśnienia takich nieporozumień są jednak niezwykle rzadkie (innego takiego sprostowania nie widziałem na TT), wymagają bowiem dobrej woli obu stron.  

Tymczasem sytuacje, w których interpretacja się pojawia, są dużo częstsze. Na posiedzeniu Komisji w Sejmie przytaczano przykłady pomieszania WOT z organizacjami pro-obronnymi. Prowadziły one dziennikarzy głównych mediów (i to dwukrotnie!) do wniosku, że żołnierze WOT ćwiczą z replikami broni. Jako jedyne skuteczne lekarstwo na walkę z dezinformacją przedstawicielka PiS zaproponowała repolonizację środków przekazu, gdyż „wtedy media  będą  podawały właściwe informacje.” Spotkało się to z reakcją posła PO, który w efekcie tego zauważył, że „niebezpiecznie zbliżyliśmy się do takiej tezy, że największym zagrożeniem w cyberprzestrzeni w Polsce jest wolność słowa.”

To jeden tylko z przykładów, kiedy wzajemne oskarżenia prowadzą do chaosu, który stał się narzędziem polityki Kremla. W ostatnich latach rosyjscy liderzy i stratedzy opracowali zestaw metod mających na celu szerzenie zamętu za granicą oraz stworzenie środowiska, w którym wygrywa strona, która najlepiej radzi sobie z chaosem. Na ile skutecznie my sobie radzimy z tym nad Wisłą, pozostawiam ocenie czytelnika.