Na czym powinien się skupiać polski start-upowiec, czemu w naszym kraju nie ma fintechów, jak bardzo automatyzacja procesów zmieni pracę w biurze i czy pęka bańka spekulacyjna na spółkach technologicznych – o tym wszystkim porozmawialiśmy z Wojciechem Chmielewskim z funduszu venture capital mAccelerator.vc, który jest powiązany z mBankiem.


mAccelerator.vc to fundusz venture capital zarządzający aktywami o wartości 50 milionów euro. Został założony przez mBank, a prowadzony jest przez doświadczonych bankierów Jarosława Mastalerza i Wojciecha Chmielewskiego.

Spotkaliśmy się z tym drugim, by porozmawiać nie tylko o tym w co inwestuje mAccelerator.vc. Przede wszystkim interesowało nas jak polskie firmy technologiczne prezentują się na tle zagranicznej konkurencji.

——————

Piotr Rosik (Generacja Smart): Fundusz mAccelerator.vc działa od lutego 2017 roku. Inwestujecie w spółki technologiczne. Ilu firmom się do tej pory przyjrzeliście?

Wojciech Chmielewski (managing partner w mAccelerator.vc): Ponad 300.

To sporo. Ile bierzecie pod lupę tygodniowo?

Około 10. Mamy 5-osobowy zespół inwestycyjny, więc dajemy radę.

Jak polskie spółki technologiczne wypadają na tle zagranicznej konkrencji? Pytam tu głównie o innowacyjność pomysłów, jakość kadry i sprawność zarządzania.

Pomysłów Polakom nie brakuje. Natomiast Polska jest trudnym rynkiem dlatego, że kusi start-upy, by rozwijały się lokalnie. Odwodzi je od myślenia o rozwoju globalnym. W Czechach czy w Estonii start-up nie ma wyboru, musi myśleć o wychodzeniu na rynki zagraniczne. Polski start-up często wpada w taką pułapkę lokalności.

A jak Pan ocenia środowisko regulacyjne w Polsce?

Myślę, że głównym problemem polskich start-upów jest to, by śmiało się rozwijać i nie oglądać za siebie. Ja nie widzę wielkich przeszkód dla rozwoju w regulacjach. Podatki są relatywnie niskie. Można w miarę szybko założyć firmę. Jest w Polsce dostęp do bardzo dobrych zespołów technicznych. Duży biznes jest otwarty na współpracę ze start-upami.

A co Pan sądzi o inicjatywie Komisji Nadzoru Finansowego, która uruchamia sandbox, czyli „piaskownicę” dla fintechów?

To nie jest nowość. To kopiowanie pomysłów z Zachodu. Pierwszy sandbox powstał w Wielkiej Brytanii. Te rozwiązania się sprawdzają. Dają możliwość testowania różnych rozwiązań i nawiązywania współpracy na linii korporacje – start-upy. 

W Polsce nie widać świetnie rozwijających się fintechów, czyli spółek technologicznych z sektora finansów. Czemu?

To jest bardzo duże wyzwanie – budowa fintechu w Polsce. Od lat banki, takie jak Alior czy mBank, dominują w tym obszarze. Są one stawiane za wzór, także na Zachodzie. Po prostu nie ma za bardzo przestrzeni na fintechy.

A może polscy start-upowcy z branży finansowej coś robią źle? Ma Pan jakieś niezwykle ważne rady dla start-upowca?

Przede wszystkim powinien uzbroić się w cierpliwość przy szukaniu finansowania i skupić na pracy. Pomysłodawca jest zazwyczaj, z natury rzeczy, nieco zakochany w swoim pomyśle. Musi się skoncentrować na realizacji projektu i otworzyć na krytykę. Im szybciej start-up dochodzi do etapu monetyzacji pomysłu, tym lepiej. Ludzie z ideą na kartce mogą szukać pieniędzy tylko wśród rodziny i znajomych, ewentualnie u aniołów biznesu.

Ale innym się udaje, spójrzmy na firmę Revolut, założoną w Wielkiej Brytanii przez finansistów pochodzenia rosyjskiego.

Szczerze mówiąc, nie wiem, co jest rewolucyjnego w Revolucie. Usługi, jakie oferuje ta spółka, już kilka lat temu były dostępne w mBanku, tylko że były nieco schowane i oczywiście nie były wówczas oferowane za darmo. Mówię tu chociażby o karcie walutowej z darmowym przewalutowaniem. Innowacją, jaką można dostrzec w przypadku Revoluta, jest agresywny marketing na rynkach podatnych na innowacje fintechowe. I ładne opakowanie. Revolut nie będzie mógł wiecznie oferować swoich usług za darmo, wraz z jego rosnącą skalą na pewnym etapie przyjdzie wyzwanie znalezienia rentowności.

Być może marketing będzie miał coraz większe znaczenie w technologii finansowej?

Bez wątpienia, marketing oraz user experience.

Jak Pan sądzi, czemu na polskiej giełdzie jest tak mało spółek technologicznych?

Nasza giełda jest odbiciem gospodarki. Jak popatrzymy na kontrybucję danego sektora do PKB i rozkład spółek na GPW, to myślę, że proporcje są zachowane. Polska nie jest krajem wysokich technologii, jest krajem produkcyjnych spółek eksportowych.

Poza tym, inwestorzy giełdowi nie są gotowi na takie ryzyko, które stoi za inwestowaniem w technologiczne start-upy czy małe tech-spółki. Swoją cegiełkę dokłada również niska renoma rynku NewConnect. A zasób finansowania w naszym kraju jest coraz lepszy – mówię zarówno o środkach od funduszy VC, jak i od państwa.

Przejdźmy do funduszu mAccelerator. Czy to jest tak, że spółki w które inwestujecie, automatycznie zostają partnerem mBanku?

Nie. Inwestujemy w takie spółki, które mają się rozwijać samodzielnie na skalę globalną. Oczywiście, istnieje opcja, że one mogą wejść w kooperację z mBankiem. Ale trzeba pamiętać, że w dzisiejszym świecie żadna spółka technologiczna nie odniesie sukcesu współpracując tylko z jednym partnerem, choćby to był duży bank.

W jakiego rodzaju firmy inwestujecie?

Interesują nas spółki technologiczne, które mają potencjał do skalowania biznesu na skalę międzynarodową. Głównie te działające w modelu SaaS (Software as a Service). Patrzymy na firmy rozwijające się w obszarze cyberbezpieczeństwa, robotyki, automatyzacji procesów (Robotic Process Automation) oraz usprawniania e-commerce.

W portfelu macie na dziś cztery spółki. Są to Digital Teammates, CyberRescue, Digital Fingerprints i ChatForce. Rozumiem, że wierzy Pan w pomyślność wszystkich, ale czy chciałby Pan którąś szczególnie wyróżnić? Któraś jest szczególnie obiecująca?

Nie chciałbym wyróżniać żadnej z tych spółek.

To zapytam inaczej. W której z nowych technologii widzi Pan największy potencjał: w robotyce, sztucznej inteligencji, Internecie Rzeczy, blockchainie?

Widzę olbrzymi potencjał w robotyzacji. Szczególnie w automatyzacji procesów biurowych. Jest mnóstwo starych procesów, które można zrobotyzować przy pomocy software’u, który będzie logował się do kilku systemów na raz. Straszna praca, którą wykonują obecnie ludzie ręcznie w Excelu i innych podobnych programach, już niedługo zniknie. Stanie się tak dzięki takim firmom, jak BluePrism, rumuński UI Path czy polski Digital Teammates, który mamy w portfelu.

Czyli znikną miejsca pracy?

Nie, absolutnie nie! Firmy bardzo cenią pracowników, szczególnie tych zdolnych i kreatywnych. Gdy przejdzie fala automatyzacji procesów biurowych, ci ludzie zajmą się czymś bardziej kreatywnym, niż przepisywanie danych z jednego miejsca w drugie. Dzięki temu pracownicy będą bardziej zadowoleni, bardziej zmotywowani.

To jak będzie wyglądało biuro za 20 lat? Jak będzie wyglądała praca?

Oj, nie mam pojęcia, to zbyt długi okres czasu, by to sobie wyobrazić. Myślę jednak, że już za dwa lata najbardziej nużące, powtarzalne procesy biurowe będą wykonywane przez roboty. Ta rewolucja związana z automatyzacją będzie postępowała bardzo szybko.

Jak obiecujące są spółki wykorzystujące sztuczną inteligencję, w skrócie AI (Artificial Intelligence)?

Prawie każda spółka, z którą się stykamy, twierdzi, że korzysta z AI. My oczywiście robimy technologiczne due diligence i to sprawdzamy. Myślę, że AI w polskich start-upach to chodliwy temat, gdy przygasł czar blockchain. Ale prawdziwie rewolucyjnych rozwiązań związanych z AI w polskich start-upach spodziewam się dopiero za jakiś czas.

Wskazał Pan, że czar blockchain przygasł. Czy zgaśnie zupełnie? Zauważam, że ostatnio pojawiają się coraz częściej głosy eksperckie, które twierdzą, że blockchain to najbardziej przereklamowana technologia w historii…

Moja wiedza na temat blockchain jest zdecydowanie zbyt mała, bym mógł z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, jak dalej potoczy się historia tej technologii. Ale zwracam uwagę, że na razie praktycznych zastosowań blockchain w biznesie jest jak na lekarstwo.

A co dalej będzie z Bitcoinem, po tym, jak pękła na nim bańka spekulacyjna?

Myślę, że nie powinniśmy patrzeć się wyłącznie na notowania Bitcoina. Generalnie sądzę, że kryptowaluty to jest rewolucja. W przyszłości będzie miejsce na rynku pieniądza dla walut wirtualnych. Wydaje mi się jednak, że bez pełnego zaangażowania banków centralnych i rządów trudno będzie o bardzo szeroką adopcję kryptowalut. Pamiętajmy, że waluta to przede wszystkim zaufanie i powszechność wymiany.

Wydaje się, że bańka pęka również na notowanych na giełdach spółkach technologicznych… W ostatnich miesiącach wyceny Apple, Amazon czy Facebooka spadły co najmniej po kilkanaście procent.

Rzeczywiście, wyceny spółek Big Tech były dość mocno napompowane. Na rynku było dużo taniego pieniądza. Poszedł on w kierunku największych spółek technologicznych. Nie sądzę jednak, by skala przeceny miała być taka, jak podczas pęknięcia bańki internetowej na przełomie XX i XXI wieku. Wtedy wyceny były naprawdę bardzo oderwane od rzeczywistości. Teraz spółki Big Tech mają gigantyczne zyski, wielkie zapasy gotówki. W relatywnie najgorszej sytuacji jest Facebook, którego już dosięgły macki regulatorów. Pozostałe spółki Big Tech też to czeka. Ich wyceny na pewno zostaną urealnione.

To ile spółek ma obecnie mAccelerator „na celowniku”?

W tej chwili patrzymy na trzy spółki. Mają wyjątkową technologię, generują co najmniej 50 tys. zł przychodu miesięcznie. Jedna jest z Polski a dwie z południa Europy. Czy to zaowocuje inwestycją – za wcześnie mówić. Nie chciałbym też zdradzać, czym dokładnie się zajmują.

W polskich producentów gier możecie inwestować? Interesują was?

Interesują nas spółki technologiczne. Producenci gier to przedstawiciele branży rozrywkowej.

Ile pieniędzy z kwoty 50 mln euro mAccelerator do tej pory zainwestował?

Zainwestowaliśmy około jednej piątej naszych środków. W jeden projekt powinniśmy inwestować minimum 1 mln zł, maksymalnie nieco ponad 5 mln euro. Fundusz jest powołany na 10 lat. Średni horyzont zaangażowania w spółkę to 3-5 lat.

Czy kapitał funduszu może się zwiększyć?

Na obecnym etapie rozwoju nie przewidujemy takich ruchów. Skupiamy się na jak najlepszym zainwestowaniu już powierzonych nam środków.

Dziękuję za rozmowę.