Jeśli masz tak dużo zadań do wykonania, że nie umiesz się z nich „odkopać”, to oznacza, że coś robisz nie tak. Bycie wiecznie zapracowanym wcale nie świadczy o sprycie i mądrości, a wręcz przeciwnie.

Ludzie są tak zajęci i zapracowani, że coraz częściej nie radzą sobie z wykonaniem wszystkich zadań i dotrzymywaniem terminów, mimo że harują od rana do wieczora – zwraca uwagę psycholog dr Alice Boyes, autorka “The Healthy Mind Toolkit”, na łamach Harvard Business Review w artykule „4 Ways Busy People Sabotage Themselves”. A to wpędza ich w zaklęty krąg ciągłego gonienia terminów i rosnącego stresu.

W swoim tekście dr Boyes zwraca uwagę, że niektórzy dochodzą do momentu w którym nie mają czasu odpowiedzieć na maila (choć zajmuje to chwilę), albo nie potrafią odnaleźć kopert które zakupili na zapas w ubiegłym tygodniu, więc muszą ponownie udać się na pocztę i stracić czas. Takie zjawiska to objawy złego zarządzania czasem i swoją pracą – uważa dr Boyes. Przedstawia ona 4 najczęstsze przypadłości wiecznie zapracowanych osób i drogi do ich pozbycia się.

Harówka zamiast ustalenia priorytetów

Kiedy jesteśmy zapracowani i zestresowani, wpadamy w „pracoholiczy ciąg”. Wykonujemy zadania niemal mechanicznie – w pierwszej kolejności zazwyczaj te, dla których deadline jest najbliżej. Przypominamy wtedy chomika biegnącego na karuzeli – wykonujemy pracę, nie zwracając uwagi na efekt końcowy – zwraca uwagę dr Boyes.

Według niej, konieczne jest ustalanie priorytetów. To najważniejsze, a nie najbardziej pilne zadania, powinny być na pierwszym miejscu.

Każdy co jakiś czas musi usiąść spokojnie i pomyśleć, co jest dla niego najważniejsze, co powinien zrobić najpierw, co przyniesie najlepsze dla niego efekty – podkreśla dr Boyes.

Uważa ona, że trzeba pamiętać o zasadzie „najpierw płać sobie”, czyli wykonuj te zadania, które są najważniejsze dla twojej kariery czy dla funkcjonowania twojej firmy – podkreśla autorka “The Healthy Mind Toolkit”.

zapracowanie

Myślenie tunelowe, czyli proste rozwiązania łatwo jest przeoczyć

Dr Boyes zwraca uwagę, że gdy jesteśmy zagonieni i zapracowani, łatwo umykają nam proste rozwiązania.

Znajdujemy się wtedy w trybie widzenia tunelowego, zamknięci na różne ciekawe rozwiązania. Szczególnie duży problem mogą mieć perfekcjoniści, którzy przykładają się ponad miarę do stojących przed nimi zadań.

 

Zapracowani perfekcjoniści często marnują czas i wysiłek na proste czynności, takie jak zakupy artykułów spożywczych. Zazwyczaj jest u nich pusto w lodówce, więc codziennie lub niemal codziennie muszą wstępować do marketu po coś do jedzenia. Albo przyzwyczajają się do jadania w restauracjach, co zżera nie tylko czas, ale i pieniądze. Ja miałam podobny problem. Jak go rozwiązałam? Kupiłam dużą zamrażarkę i trzymam tam spory zapas ryb i innego rodzaju zdrowej żywności, którą można szybko rozmrozić – wskazuje dr Boyes.

Według psychologa, zapracowani ludzie powinni starać się dość często wstawać od biurka i ruszać się. Aktywne przerwy w pracy dobrze wpływają na mózg i w ich trakcie przychodzą często do głowy dobre pomysły. Przerwy w pracy są konieczne do wyjścia z myślenia tunelowego – uważa dr Boyes.

Zawsze można stworzyć bardziej efektywny system

Większość ludzi tkwi w pewnym systemie pracy. Zdają sobie sprawę, że być może mogliby go ulepszyć, ale często żal im czasu na opracowanie tych ulepszeń, przetestowanie ich, a to błąd – uważa dr Boyes.

Psycholog podaje przykład problemu ze sprzątaniem dużego domu. Zapracowani właściciele wiedzą o tym, że gdyby znaleźli osobę godną zaufania i przekazali jej swoje wymogi co do sprzątania, nie musieliby poświęcać cennej soboty na wycieranie kurzy czy mycie podłóg. Ale większość tkwi w systemie „prywatnego sprzątania”, gdyż nigdy nie ma czasu wdrożyć nowego systemu. Przekłada wdrożenie tego systemu z tygodnia na tydzień, aż mijają miesiące i lata.

Dr Boyes radzi każdemu, by wygospodarował co najmniej godzinę w tygodniu, podczas której będzie zastanawiał się tylko i wyłącznie nad tym, jak może stać się bardziej efektywnym i zaoszczędzić czas. Jest to metoda publicystki Gretchen Rubin zwana “power hour” (“godzina mocy”). Poświęcić godzinę tygodniowo, by zaoszczędzić trzy – to chyba gra warta świeczki?

Nie można uciekać od podejmowania decyzji, nawet tych bolesnych

Dr Boyes wskazuje, że ludzie zapracowani mają skłonność do unikania podejmowania bolesnych decyzji, bolesnych dla nich lub innych. Tymczasem uciekanie od brania na siebie odpowiedzialności za takie decyzje, odkładanie ich na później, zazwyczaj nie kończy się dobrze. Rezultatem jest często impulsywne działanie albo nawet pogrążanie się w nałogach.

Według dr Boyes, trzeba nauczyć się mierzyć z trudnymi, bolesnymi decyzjami. Jest to dość trudne, bo nie tylko trzeba znaleźć czas na przemyślenie takich decyzji, ale też nauczyć się być bardziej kompromisowym albo bardziej asertywnym, niż się jest obecnie, w zależności od sytuacji. A perfekcjoniści powinni nauczyć się być… mniej perfekcyjnymi, dla dobra swojego i innych – podkreśla dr Boyes.

Zobacz także: Santorski: Ktoś kto prosi o podwyżkę, znaczy że on jest marny i jest w marnej firmie

Zobacz także