Od 2014 roku widać wyraźny trend ku ograniczaniu swobody przepływu informacji w Internecie. Rodzi się powoli zjawisko, które można nazwać cyfrowym protekcjonizmem. Będzie z tego więcej szkód, niż pożytku – ostrzegają naukowcy.

Globalizacja na polu przepływu informacji przyspieszyła w ostatnich kilkunastu latach niesamowicie. Stało się tak oczywiście dzięki pojawieniu się i rozwojowi Internetu. Międzynarodowy przepływ informacji zwiększył się 45-krotnie między rokiem 2005 a 2014 – wynika z analizy firmy doradczej McKinsey. To zjawisko przyniosło zarówno szerszy dostęp do informacji, jak i znaczące osłabienie prywatności i bezpieczeństwa użytkowników Internetu. Nie wszystkim rządom taki stan rzeczy się podoba. Od 2014 roku widać wyraźny trend ku ograniczaniu swobody przepływu informacji w sieci. Rodzi się powoli zjawisko, które można nazwać cyfrowym protekcjonizmem.

Cyfrowy protekcjonizm –  przodują Chiny

Cyfrowy protekcjonizm to ustawianie przez rządy barier dla przepływu informacji w Internecie. Dokładnie zjawisko to zostało omówione m.in. w artykule „What Are We Talking About When We Discuss Digital Protectionism?” napisanym przez naukowców z George Washington University.

W cyfrowym protekcjonizmie przodują Chiny i Rosja. Od ubiegłego roku, wedle chińskiego prawa dotyczącego cyberbezpieczeństwa, wszelkie informacje odnośnie obywateli i firm powinny być przechowywane na serwerach zlokalizowanych w kraju. Komunistyczna Partia Chin wielokrotnie podkreślała, że całkowicie swobodny przepływ informacji jest zagrożeniem dla stabilności państwa i bezpieczeństwa strategicznego. W Państwie Środka można się więc spodziewać kolejnych regulacji w tym zakresie.

Ostre regulacje pojawiły się także w Unii Europejskiej pod postacią regulacji o ochronie danych osobowych (RODO, z ang. General Data Protection Regulation, GDPR). W Indiach ustalono prawo, które mówi, że wszystkie dane o robiących zakupy przez Internet muszą pozostać na serwerach krajowych (a dopilnować tego muszą firmy stojące za płatnościami internetowymi).

cyfrowy protekcjonizm

Potrzebne są elastyczne, zniuansowane rozwiązania

Według wielu naukowców, rozwijanie cyfrowego protekcjonizmu to nie jest dobry kierunek. Nie posłuży on ani gospodarce, ani samym obywatelom, którzy mają być nim chronieni. Będzie to klasyczne „wylanie dziecka z kąpielą”. Taką opinię przedstawił na przykład ostatnio na łamach “Harvard Business Review” Anil Gupta, naukowiec z University of Maryland, założyciel China India Institute.

– Na drodze rozwoju cyfrowego protekcjonizmu powstaną cyfrowe „wyspy”, których mieszkańcy będą mieć ograniczony dostęp do informacji. Nie będą mogli cieszyć się wieloma osiągnięciami innowacyjnej gospodarki. Nie będą mieć dostępu do wielu produktów i usług. Firmy z siedzibą na tych „wyspach” będą wyłączone lub tylko częściowo włączone w światowy łańcuch dostaw i globalną sieć wymiany informacji o najnowszych technologiach – ostrzega Gupta.

Według Anila Gupty, rządy powinny postawić na zniuansowane rozwiązania, kontrolujące tylko najbardziej wrażliwe dane osobowe lub biznesowe. Według naukowca, pewnym rozwiązaniem mogą być międzynarodowe bazy danych, jak ta powstająca w ramach projektu The Beacon Project pilotowanego przez The Global Alliance for Genomics and Health.

Ciekawym rozwiązaniem może być też tworzenie „lustrzanych baz danych”. Chodzi o to, że firmy zbierające dane będą zmuszone do tworzenia kopii swojej bazy danych i udostępniania jej lokalnym władzom. Takie rozwiązanie chce zastosować rząd Indii w stosunku do branży fintech (finansowych technologii) – kopie baz danych miałyby trafiać do indyjskiego banku centralnego.

Gupta wskazuje też na technologię blockchain jako tę, która może być kluczowa dla ochrony wrażliwych informacji. System rejestrów rozproszonych gwarantuje to, że ścieżka (łańcuch) informacji jest nie do podrobienia. To oznacza, że można go zastosować do przechowywania wrażliwych danych.

W każdym biznesie informacja staje się coraz ważniejsza. Powodzenie dalszej globalizacji w coraz większym stopniu zależy od swobodnego przepływu informacji, a nie towarów. Oczywiście, nie można lekceważyć zagrożeń dla prywatności czy bezpieczeństwa narodowego, ale rządy muszą wybierać podejście zniuansowane, a nie zero-jedynkowe. W tym przypadku „wylanie dziecka z kąpielą będzie niezwykle kosztowne – podsumowuje Anil Gupta.

Zobacz także: 10 jottabajtów, czyli 10 i 24 zera bajtów – tyle miejsca na serwerach zajmuje Internet

Zobacz także