Co powinien zrobić młody Polak, który ma świetny pomysł na technologiczny start-up, czemu Polska nie dorobiła się jeszcze tak zwanego „jednorożca”, czy na polskim rynku jest teraz za dużo kapitału, w czym mocne są krajowe start-upy, czym się charakteryzują startupowcy-celebryci oraz jakie działania podejmuje PFR Ventures – odpowiada dyrektor zarządzająca tego funduszu Małgorzata Walczak.

Piotr Rosik: Czemu nie mamy w Polsce tak zwanego „jednorożca”, skoro nawet takie małe kraje, jak Finlandia i Estonią mają? Mówiąc „jednorożec”, mam na myśli firmę która urosła szybko do wartości ponad 1 mld USD i działa globalnie.

Małgorzata Walczak: Polska nie jest jeszcze Estonią, jeśli chodzi o rynek venture capital (VC). Często słyszę opinię, że jest u nas za dużo kapitału. W mniejszej Estonii zawsze go było dużo, dlatego mogły się tam rozwinąć ambitne projekty. A u nas tego brakowało. Polska jest tak naprawdę młodym rynkiem VC, a mimo to udało się i u nas rozwinąć kilka ciekawych biznesów.

Przykłady?

Jest ich wiele, z przyjemnością obserwuję m.in. CD Projekt i Brainly.

A czy CD Projekt nie jest przypadkiem pierwszym polskim „jednorożcem”? Jego kapitalizacja na giełdzie to już blisko 20 mld zł.

To zależy jak zdefiniujemy „jednorożca”. CD Projekt ma chyba już 20 lat. Jest dojrzałą firmą, która rosła z biegiem czasu. „Jednorożec” musi mieć dynamiczne tempo wzrostu. Lepiej do miana pierwszego polskiego „jednorożca” pasuje Alior Bank, który powstał w 2007 roku i w ciągu kilku lat urósł znacząco. Ale też nie pasuje idealnie do definicji, bo nie działa globalnie.

Jest w Polsce w tej chwili kilka projektów, co najmniej trzy, które mają zadatki na stanie się prawdziwym „jednorożcem”. Proszę wybaczyć, ale nie chciałabym podawać ich nazw. Jestem jednak przekonana, że to jest tylko kwestia czasu, gdy on się pojawi. Według TechCrunch było 279 jednorożców do marca 2018 roku. Polski rynek jest w takim momencie rozwoju, że musimy się uzbroić w cierpliwość i robić swoje.

Ponad 10 lat temu ruszył Krajowy Fundusz Kapitałowy. Rewelacyjnych efektów na razie nie widać…

Uważam, że KFK – jak na tamte czasy – był bardzo dobrze zrobiony. Jest jeszcze za wcześnie, by go rozliczać. Jest tam kilka projektów, które mogą się okazać „strzałem w 10”. Podkreślam jednak, że trudno od 10-letniego dziecka oczekiwać, by miało efekty pracy jak 20-latek. Zdarzają się niezwykle zdolni 5-latkowie, ale to są wyjątki.

Czyli kapitał jest, doświadczenia nabieramy. A czy mamy w Polsce tak zwany ekosystem dla start-upów? Wielu wskazuje, że potrzebne są kompleksowe rozwiązania. Na jakim kraju powinniśmy się wzorować? Czego jeszcze potrzebujemy, by polski ekosystem zaczął działać?

Wierzę w to, że PFR odegra dużą rolę w tworzeniu tego ekosystemu. Już teraz tworzone są świetnie inicjatywy – powstał duży hub informacyjny w postaci startup.pfr.pl, do tego ruszyły programy takie jak Szkoła Pionierów i Sieć Mentorów PFR. A to dopiero początek.

Z kolei PFR Ventures inwestuje w fundusze, które wspomagają start-upy w różnych fazach rozwoju. Instytucjonalizujemy sieci aniołów biznesu. Budujemy rynek Corporate VC. Angażujemy duże korporacje i szukamy smart money.

Polskie start-upy są mocne w sektorze technologicznym?

Polska ma niezwykły potencjał, jeśli chodzi o technologie. Mamy mnóstwo zdolnych absolwentów wyższych szkół technicznych, świetnych programistów. W dużej mierze jednak jesteśmy krajem outsourcingowym. Myślę jednak, że z taką przewagą jak kapitał ludzki z wykształceniem technologicznym możemy być liderami w technologii.

Niektórzy eksperci wskazują, że ten ekosystem dla start-upów powinien też istnieć, w sensie fizycznym. Czyli że jest potrzebne miejsce spotkań przedsiębiorców, naukowców, dawców kapitału. Przykładem może być berlińska dzielnica Adlershof. Czy nie jest przypadkiem tak, że jednak takich miejsc w Polsce brakuje?

W Polsce jest mnóstwo parków technologicznych, ale część z nich nie spełniła pokładanych w nich oczekiwań. PFR jest jednak świadomy, że takie miejsca są potrzebne – głównie w centrum finansowym kraju, jakim pozostaje Warszawa. PFR i część spółek z Grupy przeprowadza się właśnie z GPW do świeżo wyremontowanego budynku dawnego Smyka, czyli CeDeTu. Będzie tam duże piętro do dyspozycji ludzi biznesu – Centralny Dom Technologii, bo tak się będzie nazywać, to otwarta przestrzeń do spotkań. Śmiejemy się, że zagospodarujemy lewy brzeg Warszawy, bo przecież na prawym jest już Google Campus, który jak się wydaje, doskonale spełnia swoją rolę.

Trzeba podkreślić, że ekosystemu nie da się zbudować w rok. Potrzeba na to czasu. W 2007 roku mieliśmy w Polsce 3 centra R&D, a teraz mamy ich kilkadziesiąt. Wszystko idzie w dobrym kierunku.

Do jakiego kraju europejskiego możemy się porównywać, i jak wypadamy w tym porównaniu, jeśli chodzi o rozwój rynku start-upów?

Wypadamy kiepsko. Chciałabym, abyśmy wyglądali jak Czechy albo Estonia. Ale na razie tak nie jest, dużo nam brakuje do prymusów z regionu. Pewnego rodzaju pułapką jest to, że jesteśmy dużym, prawie 40 milionowym rynkiem. Start-upowcy i wiele funduszy VC myśli: spróbujmy najpierw na rynku lokalnym, jak się uda, pójdziemy globalnie. Tymczasem w mniejszych krajach od razu jest myślenie globalne, bo rynki lokalne z założenia nie będą wystarczalne do zbudowania opłacalnego biznesu. Być może to jest jedna z przyczyn, dla których nie mamy jeszcze prawdziwych „jednorożców”.

W których sektorach polskie start-upy mają największe szanse na sukces, w czym jesteśmy najmocniejsi?

Istnieją świetne polskie firmy inżynieryjne. Mogą się pochwalić ciekawymi rozwiązaniami z zakresu robotyki, unikalnymi na skalę globalną. Widziałam u jednej z polskich firm unikalne rozwiązania do oczyszczania drutów wysokiego napięcia. U innej kapitalny system do sterowania rojem dronów. U kolejnej genialne rozwiązanie do automatycznego odśnieżania dachów. Również w sektorze kosmicznym rozwija się kilka perspektywicznych przedsiębiorstw.

Polscy przedsiębiorcy mają kapitalną umiejętność poszukiwania rozwiązań tańszych, sprytniejszych. Popatrzmy chociażby na bankowość, na to jak się u nas rozwinęła. Przecież nasz rynek bankowy pod względem rozwiązań technologicznych jest jednym z najbardziej zaawansowanych w Europie. Mieliśmy przewagę, że rozwijał się on u nas późno i bardzo mądrze ją wykorzystaliśmy. Dzięki temu wyprzedzamy nawet Francję czy Niemcy, gdzie bywają problemy z płaceniem kartą, o telefonie nie wspominając.

Czyli tanie roboty to może być w przyszłości polski towar eksportowy?

Możliwe. W przyszłości będzie ogromne zapotrzebowanie na tego typu urządzenia, chociażby do sprzątania. Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji zaczną one wykonywać bardziej skomplikowane zadania. Nie mam jasności, jak ona się rozwinie, dokąd jej używanie nas zaprowadzi.

Według Pani istnieje zjawisko startupowców-celebrytów. Na czym ono polega? Czy inwestorzy powinni omijać szerokim łukiem takich przedsiębiorców?

Rzeczywiście, istnieje takie zjawisko. Są start-upowcy, którzy częściej promują projekty, niż nad nimi pracują. Przecież robienie fund-raisingu przez 5 lat oznacza, że start-up zmienia się w „zombie”. Oczywiście, w poszukiwaniu kapitału trzeba mieć szczęście i projekty trzeba uruchamiać w odpowiednim momencie, ale temu szczęściu trzeba pomóc ciężką pracą

Czyli co powinien zrobić młody Polak, który ma świetny pomysł na technologiczny start-up?

Przede wszystkim powinien poświęcić czas na zbadanie tego, czy przypadkiem ktoś już na ten sam pomysł nie wpadł i czy on nie jest już realizowany albo zrealizowany. Pomocne tutaj mogą być takie platformy internetowe, jak np. CrunchBase.

Jeśli okaże się, że jego projekt jest rzeczywiście oryginalny, może się zgłosić z biznesplanem chociażby do funduszy utworzonych w ramach funduszu PFR Starter FIZ, który może dokapitalizować najciekawsze pomysły kwotą 1-3 mln zł.

Przy czym podkreślam, że potrzebny jest biznesplan. Start-up to po prostu przedsiębiorstwo, w którym wszystko musi być zaplanowane. Dobrze by było, gdyby już na etapie projektu nawet kadra pracownicza była wstępnie znana.

Świetnie by było, gdyby start-upowiec miał też jednak jakiś kapitał, choćby skromny. Może go pozyskać na drodze zasady 3F: family, friends, fools lub od inwestorów korzystających z platform crowdfundingowych.

Czy mogłaby Pani podsumować dotychczasową działalność PFR Ventures? Jaką kwotą dysponuje fundusz w tej chwili? Ostatnio podpisaliście umowy z dziewięcioma funduszami typu venture capital, czy mogłaby Pani przybliżyć koncepcję współpracy z tymi podmiotami?

PFR Ventures to także start-up. Przeszliśmy proces uczenia się. W 2017 roku uruchomiliśmy 5 funduszy funduszy, dedykowanych do różnych etapów rozwoju przedsiębiorstw. Zarządzamy po części pieniędzmi unijnymi z POIR, więc każdy z projektów w jaki się angażujemy musi mieć związek z Polską. Podpisaliśmy 10 umów z funduszami VC. Na razie zarezerwowaliśmy na inwestycje około 0,7 mld zł z dostępnych nam 2,6 mld zł.

Możemy inwestować do 2020 roku. Patrząc na tempo, nie widzimy zagrożenia, że tych pieniędzy nie zainwestujemy. Fundusze, z którymi podpisaliśmy umowy, mogą nasz kapitał inwestować do 2023 roku. Uważam, że wybrane przez nas fundusze zdążą ulokować te środki na rynku.

Czy tworzycie wspólne komitety inwestycyjne z tymi funduszami VC? Bierzecie udział w procesie decyzyjnym?

Nie wpływamy na wybór projektów, ani na proces inwestycyjny. Jesteśmy w komitetach inwestycyjnych na zasadzie obserwatora. Niezależność podmiotu zarządzającego jest kluczowa. Fundusze VC dzięki niezależności budują własny track record, który umożliwi im fundrising międzynarodowy.

Jaki jest przyjmowany przez PFR Ventures horyzont inwestycyjny?

W funduszach VC standardowy, czyli 8-10 lat 4-5 lat okres inwestycyjny i 4-5 lat okres wychodzenia z inwestycji. Dla PFR Ventures to 2031 rok jest ostatnim rokiem realizacji programów POIR.

GPW wchodzi we współpracę z izraelską giełdą TASE. Ma dzięki temu powstać platforma do finansowania start-upów. Czy to nie będzie jakaś konkurencja dla PFR?

Każdy projekt, który wygeneruje nowe start-upy w Polsce, jest mile widziany. Współpraca z Izraelem to dobry pomysł. Izrael wymyślił wiele rzeczy z musu, z uwagi na swoją sytuację geopolityczną. Tam funkcjonuje ponad 5 tys. start-upów. U nas, w kraju kilkakrotnie większym, ledwie 2,5 tys. 2tys. Przy czym do Izraela napłynął potężny kapitał z USA. Bez tego kapitału nie byłoby tego dzisiejszego technologicznego zaawansowania Izraela.

Ciekawym rynkiem jeżeli chodzi o nowe pomysły może być dla nas Ukraina. Jej sytuacja może również pozytywnie wpłynąć na rozwój innowacyjnego biznesu.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Małgorzata Walczak – ma ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe (zarządzanie operacyjne i ogólne na stanowiskach dyrektora generalnego w polskich i międzynarodowych korporacjach) oraz ponad 10-letnie doświadczenie na rynku VC w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Obecnie z ramienia PFR Ventures i NCBiR zarządza pierwszym w Polsce funduszem funduszy, który będzie tworzył fundusze kapitałowe w modelu CVC.