Komisja Europejska chce uregulować crowdfunding udziałowy. Projekt rozporządzenia przewiduje m.in. drakońskie sankcje za łamanie przepisów i licencje. – Kara na poziomie 5 proc. rocznych przychodów w zasadzie może doprowadzić platformę crowdfundingową do bankructwa – alarmuje Piotr Biernacki, Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Zbiórki społecznościowe, czyli crowdfunding są powszechnie znaną na świecie metodą finansowania małych przedsięwzięć. Metodą zdobywającą coraz większą popularność. Powód? Prostota, minimum formalności i niewielkie koszty. Firma pozyskująca kapitał poprzez specjalnie platformy (w Polsce działają trzy: Beesfund, Findfund oraz Crowdangels) nie musi publikować tzw. prospektu emisyjnego oraz korzystać z usług biura maklerskiego.

W lipcu limit zbiórek wzrośnie do 1 mln euro

Już w lipcu limit zbiórek wzrośnie do 1 mln euro. Zmiany umożliwi specjalne Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE, które wejdzie w życie 21 lipca 2018 roku.

Obecnie górny limit to 100 tys. euro, czyli przy dzisiejszym przeliczniku nieco ponad 417 tys. zł. Po zmianach ta kwota wzrośnie 10 – krotnie.

To bardzo dobra wiadomość. Wyższy limit może zmienić, a nawet zrewolucjonizować crowdfunding udziałowy – model, w którym inwestorzy – za wsparcie drobnymi kwotami, uzyskują udziały w startupach. To główny element różniący tę metodę od tradycyjnego crowdfundingu, w którym finansujący za drobne czy wręcz symboliczne wpłaty, dostają nagrody, podziękowania czy produkty ze specjalnej serii.

Crowdfunding udziałowy umożliwia start biznesu firmom, nie mającym szans na kredyt czy finansowanie przez fundusze VC. Oprócz pierwszego zastrzyku gotówki, dzięki obecności na takiej platformie, właściciele emitenta otrzymują możliwość dotarcia do nowych partnerów biznesowych, bazy inwestorów, zewnętrzną ocenę wiarygodności swojego biznesu, oraz promocję i rozwój sieci klientów.

KE planuje uregulować crowdfunding udziałowy

Jednak jest też wiadomość zła. Komisja Europejska przygotowała projekt rozporządzenia, które ma uregulować crowdfunding udziałowy. Przepisy mogą wejść już w 2019 roku.

Po pierwsze, projekt ten przewiduje, że Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) będzie wydawał specjalne licencje platformom crowdfundingu udziałowego.

– Każdy, kto chciałaby świadczyć usługi crowdfundingu udziałowego, będzie musiał złożyć wniosek do ESMA. Do tego platforma będzie musiała mieć odpowiednie regulaminy a członkowie zarządu i rady nadzorczej będą musieli wykazać się nieposzlakowaną opinią – mówi Piotr Biernacki, Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych (SEG).

Zobacz także: Rozporządzenie RODO – kogo będzie dotyczyć i jakie zmiany wprowadza?

Po drugie pojawią się wzory dokumentów informacyjnych, które będą musiały towarzyszyć każdej zbiórce.

– Dziś te kwestie nie są regulowane. Każda platforma przekazuje informacje o projektach potencjalnym udziałowcom według swoich wypracowanych kryteriów. Wraz z pojawieniem się nowych przepisów pojawią się konkretne dokumenty – mówi Piotr Biernacki.

Drastyczne sankcje a złamanie przepisów

Po trzecie projekt rozporządzenia zakłada drastyczne sankcje administracyjne za złamanie przepisów tego rozporządzenia.

– To kary na poziomie 5 proc. rocznych przychodów całej platformy crowdfundingowej. Platforma żyje z kilkuprocentowej marży od kwoty zgromadzonej podczas zbiórek. Finansowa kara na poziomie 5 proc. rocznych przychodów w zasadzie może doprowadzić taką platformę do bankructwa – mówi Biernacki.

Jego zdaniem tak wysokie sankcje mogą zatrzymać rozwój rynku crowdfundingu udziałowego.

– Pozostaną na rynku tylko platformy, które zostaną utworzone przy największych giełdach w Europie – we Frankfurcie czy Londynie. Bariery wejścia wynikające z konieczności dostosowania się do rozbudowanych przepisów będą tak wysokie, że obecnie działającym platformom może być trudno utrzymać się na rynku. Jeszcze trudniejsze, o ile w ogóle możliwe, będzie stworzenie nowej platformy crowdfundingowej – twierdzi Piotr Biernacki.

Kara mogłaby być nałożona na przykład w przypadku gdy zbiórka byłaby przeprowadzona na podstawie dokumentów niezgodnych z wzorcami, albo w regulaminach platformy widniałyby niewłaściwe zapisy.

SEG wysłał do KE uwagi wraz z własnym projektem

SEG wysłał do KE uwagi wraz z własnym projektem rozporządzenia. Zakłada on m.in., że do prowadzenia platformy crowdfundingowej wystarczyłoby zapisanie się na specjalną listę ESMA.

– Sankcją za złamanie przepisów nie byłby kary finansowe lecz wykreślenie z listy ESMA. Inne przestępstwa, np. oszustwa – byłyby karane przepisami ogólnymi, które obowiązują przecież we wszystkich krajach UE. Do tego platformy crowdfundingu udziałowego miałyby obowiązek wysyłania do ESMA informacji na temat każdej przeprowadzonej oferty publicznej (nazwa startupu, wielkość emisji, liczba inwestorów, cena, czas trwania zbiórki). Dzięki temu regulator mógłby prowadzić statystyki, a po zebraniu ich za np. trzy kolejne lata, mógłby przygotować raport na temat tego młodego rynku. Dopiero na podstawie takich danych regulator powinien podejmować decyzję, czy crowdfunding udziałowy powinien zostać obwarowany bardziej szczegółowymi przepisami – wymienia Biernacki.

Zobacz także