Czy Twitter to Facebook? Czy mogę wysyłać maile przez WhatsApp? Czemu Internet podsuwa mi reklamy czekolady? Takie pytania nie pomagają rozwikłać niejasności wokół afery z Cambridge Analityca, a tylko pokazują jak mało wiedzą o współczesnej technologii senatorowie – oceniali internauci po wczorajszym wystąpieniu Zuckerberga przed Senatem. Twórca Facebooka siedział na… specjalnej podwyższającej poduszce.

Mark Zuckerberg, trzydziestotrzyletni twórca Facebooka i piąty najbogatszy człowiek na świecie, stanął 10 kwietnia przed Senatem USA, żeby wytłumaczyć się z wycieku danych użytkowników, które zostały wykorzystane przez firmę Cambridge Analitica m.in. w kontekście ostatnich wyborów prezydenckich USA. To wydarzenie może otworzyć nową kartę w prawodawstwie dotyczącym ochrony danych, a także wpłynąć na rozwój internetowych gigantów. Jednocześnie jednak przesłuchanie obfitowało w momenty komiczne, które natychmiast podchwycili twórcy memów i użytkownicy Twittera.

Na pierwszy ogień poszedł sam Zuckerberg. Zwykle występujący w t-shircie i bluzie z kapturem, tym razem pojawił się w garniturze, z krawatem w kolorze „facebook blue”. W odpowiedziach, których udzielał senatorom wielokrotnie wracał do tego, że sieć społecznościową zakładał w pokoju w akademiku. Ten chwyt miał zapewne na celu przedstawienie Zuckerberga jako uosobienie „American dream”, a także podkreślenie jego młodzieńczej naiwności i idealizmu. Internauci nie dali się nabrać. Żartowali: „Zuckerberg chciałaby, żebyście myśleli, że wciąż jest bobaskiem, który zarządza Facebookiem ze swojego pokoju w akademiku”.

 

Nie przeszedł niezauważony także fakt, że twórca Facebooka siedział na… specjalnej podwyższającej poduszce. Można przypuszczać, że postarał się o nią, żeby przetrwać pięciogodzinne przesłuchanie, albo też żeby dodać kilka centymetrów (jego wzrost to 1,75 m), a przy tym trochę powagi.

Znów wyszło śmiesznie – internauci skojarzyli poduszkę z podkładkami pod pupę, które w restauracjach dostają dzieci. Pytali „ciekawe czy dostał też kolorowankę?”. Niektórzy odpowiadali jednak: „to nie jest poduszka, to zapasowa bateria”.

To nawiązanie do kolejnego tropu w żartach o Zuckerbergu, które porównują go do… kosmity. To po części nawiązanie do jego bladej twarzy i przekrwionych oczu – niewątpliwie efektu stresujących paru tygodni – ale głównie do kamiennej twarzy jaką twórca Facebooka utrzymywał przez większość przesłuchania i odpowiedzi, które nieodmiennie zaczynały się od mechanicznie-brzmiącego „nie, panie senatorze” albo „tak, panie senatorze”.

Można się śmiać z Zuckerberga, ale wygląda na to on wyszedł z przesłuchania obronną ręką. Był świetnie przygotowany i zręcznie odparowywał trudne pytania senatorów. To właśnie owe pytania, często pokazujące jak mało przesłuchujący rozumieją zasady działania Facebooka czy choćby Internetu, stały się obiektem fali internetowych żartów.

Senator Hatch z Utah dopytywał na przykład: „skoro Facebook jest bezpłatny, to w jaki sposób zarabiacie pieniądze?” Zuckerberg odparł: „Panie senatorze… sprzedajemy reklamy”. To był jeden z momentów, kiedy ani przesłuchiwany, ani siedzący za nim doradcy nie mogli powstrzymać ironicznego uśmieszku.

Internauci komentowali wklejając giffy „facepalm” czy obrazek z Simpsonów „staruszek krzyczy na chmurę”.

Skoro mowa o chmurze, senatorowie widocznie nie do końca odróżniają „chmurę” od „internetu” i od „facebooka”. Senator Moor Capito z Zachodniej Virginii dopytywała, czy można zlikwidować konto na Facebooku. Kiedy Zuckerberg odpowiedział, że tak i wówczas dane są usuwane z ich systemu, senator dopytywała „czy jednak można je usunąć tak naprawdę? Czy nie pojawią się znowu w chmurze, albo w e-mailu albo innych tego rodzaju rzeczach?” Na koniec poprosiła, żeby Zuckerberg doprowadził do jej stanu Internet światłowodowy, tak jakby Facebook był dostarczycielem Internetu.

Zobacz także: Jak usunąć swoje zdjęcie z Google i internetu krok po kroku

Z kolejnymi pytaniami stawało się coraz bardziej jasne, jak mało senatorowie, których średnia wieku dobiega 80 lat, rozumieją z współczesnej technologii. Padło między innymi sensacyjne „odkrycie”, że po tym jak ktoś wspomniał na swoim Facebooku, że lubi określoną markę czekolady, zaczęły mu się wyświetlać reklamy tej marki, pytanie o to czy Twitter i Facebook to to samo, czy Facebook ‘widzi’ ‘emaile’ wysyłane za pomocą aplikacji WhatsApp. Jednocześnie senatorowie desperacko, i nieco komicznie próbowali przekonywać, że wcale nie wypadli z obiegu. Jeden senator przechwalał się, że jako pierwszy wydrukował swój „adres facebookowy” na wizytówce, wiele osób wspominało, że ich dzieci i wnuki używają Facebooka albo Instagramu. Bardzo często na agresywne żądania wprowadzenia jakiejś funkcji (np. sciągania swoich danych), Zuckerberg, z wyrazem niedowierzania na twarzy odpowiadał: ta funkcja już istnieje, panie senatorze.

Padły też niezwiązane z technologią, pytania, które zbiły Zuckerberga z tropu np. „czy podzieliłby się pan z nami informacją o hotelu w jakim się pan zatrzymał w Waszyngtonie? Nie? I właśnie w tym tkwi szkopuł z Facebookiem” oraz mocne stwierdzenia takie jak „wasza umowa z użytkownikami jest do kitu – zmieńcie ją!” Tym niemniej, internauci surowo ocenili przygotowanie i umiejętności senatorów.  Pisali „Przesłuchanie w sprawie Facebooka to największa przepaść pokoleniowa jaką widziałem. To tak jakby generałowie z czasów drugiej wojny światowej prowadzili śledztwo w sprawie wojny cybernetycznej”, a inni żałowali Zuckerberga: „przeżywa największy koszmar młodych ludzi: tłumaczenie starszemu pokoleniu jak działa technologia”.

 

Zobacz także