– Obecni 40-latkowie są młodymi bogami. Chcemy być młodzi, piękni, bogaci i inteligentni – mówi dr Marcin Ambroziak, założyciel kliniki medycyny estetycznej i gospodarz programu TVN Style „Życie bez wstydu”.

– Badania udowadniają, że ładniejsi ludzie nie tylko łatwiej nawiązują relacje damsko-męskie, ale także mają większą szansę na znalezienie lepszej pracy. Mało tego. Okazuje się, że rodzice poświęcają więcej czasu ładniejszym dzieciom, niż tym brzydszym. Wniosek jest taki, że ładniejsi mają w życiu łatwiej – dodaje Ambroziak.

Opowiada także o tym, dlaczego zdecydował się zainwestować w spółkę InventionMed i technologię VR.

Anna Mazurek: Kto najczęściej korzysta z usług pańskiej kliniki? Osoby młode czy starsze, kobiety czy mężczyźni?

Dr Marcin Ambroziak: 25 proc. pacjentów stanowią mężczyźni, resztę kobiety. Większość kobiet znajduje się w przedziale wiekowym od 35 do 55 lat.

Czyli nie tylko kobiety dbają o swój wygląd…

Jeszcze 20 lat temu mężczyzna potrzebował co najwyżej szczoteczki do zębów. Teraz potrzeby ludzi zmieniły się znacząco. Każdy dba o siebie coraz bardziej. Kiedyś nikt nie zwracał na to uwagi. Po prostu zmieniły się czasy i oczekiwania. Wydaje mi się, że jako społeczeństwo zwracamy teraz bardzo uwagę na to jak wyglądamy.

Kult młodości ma na to wpływ?

Oczywiście. To również jeden z czynników. Przecież obecni 40-latkowie są młodymi bogami. Chcemy być młodzi, piękni, bogaci i inteligentni. I tego również coraz bardziej oczekujemy od innych. Dlatego moim zdaniem teraz medycyna estetyczna to najprężniej rozwijająca się gałąź medycyny.

Czy częściej pacjenci zgłaszają się do pana kliniki bo chcą leczyć pewne schorzenia czy raczej poprawić urodę?

Różnie. Trudno jest uogólnić tę kwestię. Są gabinety, które zajmują się wyłącznie poprawą piękna, a są takie, które zajmują się wyłącznie leczeniem. U nas jest pół na pół.

A czym się różni leczenie od poprawy piękna?

Podatkiem VAT. Procedury estetyczne są obciążane 23% podatkiem VAT, a leczenie jest zwolnione z VAT-u.

Jak się zatem definiuje to, że jeden zabieg jest leczeniem, a inny ma na celu poprawę urody?

To jest kwestia interpretacji. Natomiast jeśli ktoś powiększa sobie usta, to ewidentnie jest to poprawianie urody. Jeśli jednak usuwa bliznę z twarzy, to jest to raczej leczenie.

Taki zabieg może zmienić życie?

Większość schorzeń, z którymi przychodzą do nas pacjenci są widoczne. Dlatego jeśli się je usunie lub wyleczy to oczywiste, że życie pacjenta ulegnie zmianie. Sprawdza się stare powiedzenie: jak Cię widzą, tak Cię piszą.

Od wielu lat są prowadzone prace psychologiczne na dużych grupach pacjentów. Badania udowadniają, że ładniejsi ludzie nie tylko łatwiej nawiązują relacje damsko-męskie, ale także mają większą szansę na znalezienie lepszej pracy. Mało tego. Okazuje się, że rodzice poświęcają więcej czasu ładniejszym dzieciom niż tym brzydszym. Wniosek jest taki, że ładniejsi mają w życiu łatwiej. Dlatego wszyscy chcą być ładni. To jest okrutne, ale taka jest prawda. Nie umiem jednoznacznie określić z czego to wynika.

A czy teraz do kliniki zgłaszają się młodsi pacjenci niż jeszcze 10 lat temu?

Jeśli mówimy cały czas o grupie osób rozsądnie myślących to faktycznie jest nowa grupa pacjentek, która korzysta z usług naszej kliniki, żeby zapobiegać. Mają świadomość dobrego wyglądu i chcą go utrzymać.

Często trzeba odmówić zabiegu?

Rzadko. Wbrew pozorom ludzie zachowują zdrowy rozsądek.

A jaki to jest trudny pacjent?

10 years younger albo 100% perfect [10 lat młodszy albo w 100% perfekcyjny – red.]. To wszystko ma związek z niespełnionymi oczekiwaniami.

Jak zaczęła się pana przygoda z medycyną estetyczną? Dlaczego akurat taka ścieżka kariery?

Przez przypadek. Kiedy zaczynałem swoją karierę to nie było czegoś takiego jak medycyna estetyczna. Na rynku dopiero zaczęły pojawiać się pierwsze lasery, które usuwały zbędne owłosienie. Po prostu zdecydowałem się zainwestować w nową technologię.

Na samym początku otworzyłem gabinet dermatologiczny, który dopiero później stał się gabinetem dermatologii estetycznej. W tamtym czasie powstały Stowarzyszenia zrzeszające lekarzy zajmujących się medycyną poprawiającą wygląd. Zaczęliśmy współpracę z dziennikarzami, a w międzyczasie świat się zmienił.

Teraz najważniejsze jest to jak się wygląda. Wszystko jedno, czy ktoś to lubi czy nie. Jak się otworzy jakąkolwiek kolorową gazetę, to znajdzie się zawsze coś na temat mojej branży. Niezależnie od tego, czy jest to gazeta dla mężczyzn, kobiet, sportsmenów czy chociażby szachistów.

Dzisiaj medycyna estetyczna to bardzo opłacalny biznes. Kiedy wzrosło zainteresowanie branżą?

To był zawsze opłacalny biznes tak jak każdy dobrze prowadzony biznes. Nie rozpatrywałbym tego w kontekście opłacalnej czy nieopłacalnej gałęzi medycyny. Z zasady każda medycyna jest kosztowna i to samo dotyczy mojej branży.

Po prostu medycyna estetyczna zrobiła się bardzo popularna. Wszystko sprowadza się do kwestii potrzeb. Sama branża podobno rośnie do 10% rok, do roku. To bardzo zachęcające. Przybywa też konkurencyjnych gabinetów i klinik, ale to chyba stymuluje rynek, z korzyścią dla pacjentów.

Jakie są sposoby na to, żeby wyróżnić się na rynku?

Moim zdaniem kluczowe są jakość usług i obsługa pacjentów, czyli customer service.

Jakie zabiegi cieszą się teraz największym zainteresowaniem?

Bardzo często słyszę to pytanie, ale za każdym razem nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. W naszej ofercie jest około 300 zabiegów, które wykonujemy. Na wiosnę akurat najpopularniejsze są zabiegi na ciało. Natomiast jeszcze 4 miesiące temu pacjentki najczęściej wybierały zabiegi na przebarwienia.

Nie można jednoznacznie stwierdzić, że najpopularniejsza jest toksyna botulinowa, kwas hialuronowy czy laseroterapia. Niektóre gabinety specjalizują się w zakładaniu nici czy w odchudzaniu człowieka, a jeszcze inne oferują zabiegi chirurgii plastycznej.

Musi pan cały czas śledzić nowe trendy.

My je wyznaczamy [śmiech].

Na jakie nowe usługi pan postawił?

Komórki macierzyste. Oczywiście to nie są prawdziwe komórki macierzyste tylko komórki, które potocznie nazywa się macierzystymi. To są takie komórki, które pod wpływem czynników środowiskowych mogą zamienić się w inne komórki ciała np. w tłuszcz, kość, chrząstkę.

Przykładowo można pobrać komuś tłuszcz, odseparować komórki macierzyste i wstrzyknąć je w staw kolanowy. W ten sposób działa się nie tylko przeciwzapalnie, ale też regeneruje się chrząstkę.

A komórki macierzyste pochodzące z krwi pępowinowej tak jak w przypadku PBKM również można w ten sposób wykorzystać?

To są komórki obco osobnicze. Jeżeli pobieram komórki danego pacjenta, żeby je umiejscowić w tym samym ciele, ale w innym miejscu, to te komórki są całkowicie ze sobą zgodne. Nie ma wtedy ryzyka odrzucenia komórek. Natomiast w środowisku medycznym są pewne wątpliwości co do bezpieczeństwa stosowania komórek macierzystych od innego człowieka.

Kupił Pan niedawno 5% akcji spółki InventionMed, która pracuje nad rozwojem symulatora medycznego wykorzystującego technologię VR.

Zdecydowałem się na tę współpracę bo uważam, że w Polsce w dalszym ciągu brakuje młodych, entuzjastycznie nastawionych ludzi, którzy chcą rozwijać nowe technologie. Taka przedsiębiorczość jest godna pochwały. Chciałbym, żeby w Polsce było tyle startupów, co w Izraelu.

Marcin Ambroziak podczas konferencji prasowej firmy InventionMed

Mamy młodych i dobrze wyedukowanych ludzi, którzy mają chęci do działania i pracy. Trzeba to docenić. W ten sposób mamy szansę stać się ośrodkiem nowych technologii, który będzie pozyskiwał niezbędny kapitał do dalszego rozwoju.

To pierwszy projekt, w który pan zainwestował?

Tak.

W którym kierunku pójdzie InventionMed?

Trzeba doprowadzić do perfekcji kilka procedur medycyny estetycznej. W związku z tym, że w Radzie Naukowej InventionMed jest prof. Rudnicka, to zapewne technologia zostanie wykorzystana także w dermatologii klasycznej, np. do egzaminowania studentów.

Czy technologia VR w przyszłości odegra znaczącą rolę w rozwoju medycyny estetycznej?

Gdyby projekt był gotowy już teraz to pewnie byliby chętni do jego kupna. Ludzie muszą mieć miejsce do szkolenia się. Po pierwsze, łatwiej to zrobić na wirtualnym pacjencie. Po drugie, unika się ryzyka powikłań. Ponadto pacjenci mają coraz większe oczekiwania i coraz mniej z nich chce być tymi pierwszymi pacjentami nowego lekarza.

A czy technologia VR mogłaby również zostać wykorzystana w innej gałęzi medycyny?

Oczywiście. Tylko to wymaga ogromnej pracy i czasu. Nie jest łatwo odtworzyć wirtualną rzeczywistość jednego gabinetu, jednego pacjenta i lasera z sześcioma zmiennymi. A co dopiero jeśli miałoby to być np. wnętrze jamy brzusznej: naczynia, jelita, światło, kolor. Moim zdaniem kiedyś to będzie możliwe. Zaczynamy od rzeczy, które aktualnie są bardzo popularne i potrzebne do szkolenia. Mam tu na myśli symulatory medyczne wykorzystane w medycynie estetycznej. Natomiast docelowo będzie to mogło służyć rozwojowi symulatorów ogólnomedycznych.

Jak Pana zdaniem będzie rozwijał się rynek medycyny estetycznej w Polsce?

Myślę, że jako cała branża przez najbliższe 10 lat mamy zapewniony ciągły rozwój. Oczywiście, nie każda nowo otwarta klinika medycyny estetycznej odniesie sukces. Natomiast cała branża w Europie przez najbliższe lata powinna dalej rosnąć ok. 10% rocznie.

Dr Marcin Ambroziak – lekarz dermatolog. Wraz z żoną Joanną od 2000 roku współprowadzi Klinikę Ambroziak w Warszawie i od 2016 roku Szpital Ambroziak w Piasecznie. Specjalizuje się w dermatologii estetycznej, leczeniu chorób włosów (w szczególności łysienia), trądziku, łuszczycy, a także dermatochirurgii. Autor książki „Piękno bez tajemnic. Przewodnik po medycynie estetycznej”. Gospodarz programu TVN Style „Życie bez wstydu”.

W 2018 r. został członkiem Rady Naukowej spółki InventionMed, która rozwija innowacyjny symulator medyczny wykorzystujących technologię wirtualnej rzeczywistości (ang. virtual reality – VR) w obszarze symulacji zabiegów z zakresu dermatologii klinicznej i estetycznej.

Zobacz także