– Facebook ma bardzo mocną pozycję. Jest dobrze zdywersyfikowany. Nawet jeśli główny produkt, czyli Facebook straci na popularności, to nie wydaje się, żeby pozycja Instagrama i WhatsAppa była zagrożona – mówi Maciej Popowicz, twórca Naszej Klasy, który właśnie wprowadza swoją firmę produkującą gry na giełdę.

Opowiada dlaczego zdecydował się sprzedać Naszą Klasę, jaka przyszłość czeka Facebooka i w co teraz warto i inwestować.

Wojciech Matusiak: Jak pan wspomina Naszą Klasę?

Maciej Popowicz: Z wielkim sentymentem. To była dla mnie szkoła biznesu, niesamowite doświadczenie. Taki błyskawiczny kurs MBA. Mam tylko ciepłe wspomnienia z tego okresu. 

W branży mówią, że sprzedaż Naszej Klasy była majstersztykiem. Że w idealnym momencie – zanim Facebook przejął użytkowników.

(Śmiech) Tak naprawdę było dużo transakcji po drodze. Nie było więc „jednego idealnego momentu” sprzedaży.

W którym kierunku idą media społecznościowe. Czy Facebook może stracić dominującą rolę?

Facebook ma bardzo mocną pozycję. Jest dobrze zdywersyfikowany. Przejął Instagrama i WhatsAppa. Nawet jeśli główny produkt, czyli Facebook straci na popularności, to nie wydaje się, żeby pozycja Instagrama i WhatsAppa była zagrożona. Widać, że Facebook szybko odnajduje się w nowych trendach. Potrafi szybko kopiować swoich konkurentów tak jak było z Instagramem, który zaczął naśladować rozwiązania zaSnapchatem. Wydaje się, że Mark Zuckerberg mądrze zarządza biznesem. Stąd jego stabilna pozycja na rynku.

Co gdyby wydarzyła się taka sytuacja jak z Naszą Klasą. Po wejściu do Polski Facebooka straciła na znaczeniu.

Oczywiście nie można wykluczyć, że pojawi się ktoś nowy, bo to bardzo zmienny rynek. Ale póki co Facebookowi idzie świetnie.

Co tak naprawdę skłoniło pana do sprzedaży Naszej Klasy

Chciałem założyć nowy biznes. W ramach Naszej Klasy nie mogliśmy już tego zrobić, bo po odsprzedaniu udziałów inwestorowi strategicznemu, to on decydował o kierunku, w którym serwis ma podążać. A my chcieliśmy postawić na darmowe internetowe gry free to play. Nie pozostało nic innego jak sprzedać resztę udziałów i założyć nową firmę.

I po raz kolejny postawił pan na branżę, która miała okazać się żyłą złota. Kilka lat przed boomem na produkcję gier komputerowych.

Rzeczywiście tak wyszło, ale tylko dlatego, że Ten Square Games to bardzo podobny biznes do Naszej Klasy. Nasza Klasa też była produktem za darmo, free to play. Zarabialiśmy głównie na reklamach, choć była również funkcja mikropłatności, dzięki której można było dokupić dodatkowo płatne usługi. Tak samo jak w grach free to play. Z doświadczeń Naszej Klasy mocno korzystaliśmy i korzystamy nadal.

Na Naszej Klasie można było grać w darmowe gry online, m.in. w „Farmę”

Tak. Nasza Klasa była przecież największą platformą gier społecznościowych za darmo w Polsce! Przyglądaliśmy się twórcom tych gier, obserwowaliśmy tych, którzy osiągają sukces i zastanawialiśmy się dlaczego ten sukces osiągają. Dzięki temu  nie startowaliśmy od zera w momencie zakładania Ten Square Games. Mieliśmy jakąś wiedzę.

Po tym jak sprzedał pan Naszą Klasę serwis stracił na popularności. Dziś zarejestrowanych jest tam „zaledwie” 3 mln ludzi. Jak pan ocenia ten portal dzisiaj?

Z tego co ostatnio widziałem, to całkiem dobrze sobie radzi. Ma miesięcznie kilka milionów użytkowników. Onet, który jest teraz właścicielem wprowadza nowe funkcje i zmiany.

Jak wyglądały początki  Ten Square Games?

Zaczynaliśmy w biurze o powierzchni 10 metrów kwadratowych. Staramy się prowadzić biznes oszczędnie, pilnujemy kosztów. Nie jestem zwolennikiem inwestowania dużych środków w olbrzymie produkcje i stawiania wszystkiego na jedną kartę.

Czyli nie macie ambicji wyprodukowania nowego „Wiedźmina”?

Nie. Rynek gier jest zróżnicowany. Jest kilka segmentów: PC, konsole i mobile. Ten ostatni jest teraz największą częścią rynku gier pod względem przychodów. Ma też najwyższą dynamikę wzrostu. Cała branża gier przegoniła już branżę filmową. Gry zarabiają więcej niż największe hollywoodzkie produkcje. Teraz praktycznie wszyscy ludzie na ziemi maja telefon i mogą zagrać w grę. Mają też dostęp do swojej karty kredytowej i płacą za pomocą jednego kliknięcia. To jest fenomenalna rzecz, której wcześniej nie było. W efekcie branża gier free to play wystrzeliła i ciągle rośnie. Ludzie chętniej niż kiedyś płacą za dodatkowe opcje w grach, do tego płacą coraz więcej, co pokazują wszystkie statystyki.

Jeszcze kilka lat temu ludzie mocno oszczędzali na grach, królowały wersje pirackie a jak ktoś grał przez internet to raczej za darmo.

W grach online nie da się czegoś skopiować i oszukać. Trzeba prawdziwej płatności, żeby coś kupić. Gra online ciągle się komunikuje z serwerami twórców. Nie ma elementu piractwa. Do tego ludzie się przyzwyczajają do płacenia. I to dla nich naturalne, że jeśli grają w jakąś grę kilka lat, to mogą w nią trochę zainwestować.

Żadna dobra gra free to play nie przyprze człowieka do muru: musisz zapłacić. Osoby, które nie płacą też mogą osiągnąć cel, jednak większym nakładem pracy. Dobra gra free to play charakteryzuje się tym, że można w nią grać bez płacenia, ale dużo przyjemniej i łatwiej się gra kiedy się płaci. Tak naprawdę chodzi o to, żeby gracz grał w grę latami i był do gry przywiązany.

W których krajach najchętniej grają w wasze gry?

Największym rynkiem są dla nas Stany Zjednoczone. Potem Europa Zachodnia – Niemcy, Francja, Wielka Brytania. „Na ryby” mają ponad 100 mln graczy na całym świecie.

A jakiś kraj pana zdziwił?

RPA. Dużo grają i dobrze płacą.

I ile płacą?

Zależy od gry. W „Na ryby” gracze kupują lepsze wędki, lepsze przynęty, żeby łowić większe ryby i szybciej je wyciągać.

Ile taka nowa wędka kosztuje?

Nawet do kilkuset złotych. Ale pamiętajmy, że dziś bilet do kina kosztuje 20-30 zł a tu można grać codziennie godzinami.

Skąd pomysł, by stworzyć grę wędkarską. Pan łowi?

Łowiłem jako dziecko. Ale pomysł był taki, żeby odróżnić się od konkurencji. Padło na gry wędkarskie. Widzieliśmy, że jest miejsce na takie gry na rynku i postawiliśmy na nie. Dziś jesteśmy tym segmencie światowym liderem. Jesteśmy na etapie tworzenia już trzej gry wędkarskiej. Zarówno „Na Ryby” jak i „Fishing Clash” stają się coraz bardziej popularne. Niedługo ukaże się trzecia z tej serii. 

Obecnie rynek gier free to play zarabia więcej, niż wielkie produkcje. Jest wiele kompletnie nieznanych w Polsce firm, które tworzą darmowe gry i zarabiają rocznie więcej niż „Wiedźmin” zarobił w całej swojej historii. Takich produkcji jest naprawdę sporo. W 2017 roku najlepsza gra free to play „Arena of Valor” zarobiła 2 mld dolarów. Nie wiem, czy rynek gier w Polsce zarobił tyle w całej swojej historii! Do tego jest kilka spółek, które zarabia ponad 1 mld dol. rocznie.

A jakie są koszty produkcji takiej gry?

Gry free to play są dużo tańsze w produkcji niż duże, klasyczne produkcje. Do tego, choć ryzyko niewypału jest w obu projektach, to gry free to play to bardziej elastyczne projekty.

Gdy się dobrze zarządza taką grę można tworzyć stosunkowo małym zespołem i w miarę tanio. Tu nie ma wielkich premier. Wypuszczamy grę na wybrane rynki i sprawdzamy, czy jest zainteresowanie, co działa, a co nie. I to dopiero początek życia gry. Później – gdy są perspektywy – tworzymy nowe funkcjonalności i treści.

Wkrótce Ten Square Games zadebiutuje na warszawskiej giełdzie.

W grudniu złożyliśmy prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego. Obecnie jesteśmy na zaawansowanym etapie jego zatwierdzania przez Komisję, planujemy zadebiutować na GPW w najbliższych miesiącach.

Ostatnio coraz częściej spółki z polskiej giełdy wychodzą. Skąd taka decyzja?

Dla nas to interesujący sposób na stworzenie systemów motywacyjnych dla kluczowych pracowników, na związanie ich jeszcze bardziej firmą. Druga sprawa to możliwość uzyskania rynkowej wyceny naszego biznesu. Chcemy wyjść na szerszy rynek, pokazać kim jesteśmy i jak sobie radzimy. Giełda uwiarygodni nasz biznes.

Ciężko dziś o dobrego pracownika? Jest walka?

Maciej Popowicz z częścią zespołu Ten Square Games

Jest z nami wiele osób, z którymi zakładaliśmy Ten Square Games. To kluczowe osoby, a część z nich przeszła jeszcze z Naszej Klasy, chociaż jak rekrutowaliśmy pracowników to nigdy do NK nie nawiązywaliśmy.

Szukamy ludzi, którzy mają pasję tworzenia, ciągle się rozwijają i uczą. Osób, które chcą ciągle iść z rynkiem, albo nawet troszeczkę przed nim i stale odkrywać nowe tereny.
Nasz rynek jest jeszcze niezbadany, zostało wiele do odkrycia. To wymaga eksperymentowania.

Jakie spółki gamingowe z GPW można porównać do waszej?

Robimy głównie gry freetoplay. Nie ma firm o podobnym portfolio i takim sukcesie na GPW.

Czyli nie można was porównywać choćby do CD PROJEKTU?

Nie. Ciężko się do kogoś z GPW porównywać. My robimy bardzo dużo produkcji, które są udostępniane zupełnie za darmo – takich spółek na polskiej giełdzie po prostu nie ma.

Na koniec, w związku z tym, że ma pan świetne wyczucie do perspektywicznych branż, proszę doradzić naszym czytelnikom, gdzie teraz warto inwestować?

W tematy związane ze sztuczną inteligencją. Mamy w tym zakresie olbrzymią rewolucję w ostatnich latach. Możliwości są praktycznie nieograniczone.

Polacy też mają szansę powalczyć w tej branży?

Myślę, że Polacy mają szczególną szansę. Mamy świetnych programistów, którzy są w czołówce najlepszych na świecie. Jest ich cała masa. Wystarczy wspomnieć przypadek Tomka Czajki, który stał się sławny przez pracę w SpaceX. To legendarna postać polskiej informatyki. Kolejny – Filip Wolski. Polska jest świetnym miejsce do tego typu trudnych biznesów w IT.

Zobacz także: Kim jest Tomasz Czajka – informatyk, który w dzieciństwie został bohaterem memów, a dziś pracuje w firmie Elona Muska SpaceX

Nie trzeba do tego wielkich pieniędzy?

Teraz zdobycie pieniędzy na rynku to sprawa banalna. Wystarczy mieć dobry pomysł i dobrych ludzi. Pieniędzy jest aż za dużo na rynku.

Mówi pan o rządowych dotacjach?

Nie. Mówię o inwestorach prywatnych – prywatnych funduszach.

Widzi pan w Polsce jakieś technologiczne firmy-perełki, które mogą odnieść globalny sukces?

Na pewno ciekawe rzeczy robią chłopaki z Estimote. Stworzyli Beacony, które dystrybuują globalnie. Malutkie komputerki, które się komunikują się z telefonami i pozwalają zrobić niesamowicie precyzyjną geolokalizację. Gdy są np. w sklepie, a my stoimy przy chipsach, to możemy sprawdzić w telefonie informacje o tych chipsach. Gdy przechodzisz obok sklepu dowiesz się, że w nim jest promocja. Beacony pozwalają bardzo dokładnie lokalizować telefon, do kilku centymetrów. To daje duże możliwości np. sieciom handlowym. Dużo się dzieje się w start-upach technologicznych. Ale trochę za mało w temacie sztucznej inteligencji i Machine learning. Może to kwestia czasu.

Czy rząd powinien zachęcać do tego młodych programistów? Dziś więcej mówi się o dronach niż AI.

Ja nie jestem wielkim fanem rządowych dotacji. Uważam, że mogą one bardziej zaszkodzić niż pomóc. Choć pewnie jakimś spółkom może to pomóc. Może to kwestia czasu kiedy polscy programiści skupią się na AI. Na Zachodzie widać, że  to olbrzymi trend.

Maciej Popowicz – informatyk, rocznik 1984. Ma niebywałe wyczucie Internetu. W 2006 r. stworzył Naszą Klasę – polski serwis społecznościowy, który umożliwił użytkownikom odnalezienie osób ze swoich szkolnych lat i odnowienie z nimi kontaktu. W szczycie popularności konto miało tam 14 mln osób, niemal wszyscy Polacy z dostępem do Internetu!

Gdy w 2007 roku sprzedał 20 proc. akcji serwisu funduszowi został jednym z najmłodszych polskich milionerów. W kolejnych latach Popowicz pozbył się reszty udziałów Naszej Klasy.

W 2011 r. założył kolejny biznes – firmę Ten Square Games, która produkuje darmowe gry mobilne i przeglądarkowe. Zaczynał na 10 metrach kwadratowych. Dziś zatrudnia we Wrocławiu 120 osób i ma biuro w Indiach. A w jego grę „Na ryby” gra 100 mln ludzi z całego świata! Firma jest dziś światowym liderem gier wędkarskich (właśnie tworzą trzeci tytuł).

Zobacz także