W internecie nic nie ginie. Jednak niektórzy za wszelką cenę chcą pozostać anonimowi. Tak jak prezes LPP – Marek Piechocki. Próżno szukać jego zdjęć na stronie spółki czy w wyszukiwarce Google. Mało kto wie jak wygląda menadżer jednej z największych firm w Polsce. A Ty? Zastanawiałeś się jak możesz chronić swój wizerunek i usunąć swoje zdjęcia z sieci?

Pierwszym, który żądał usunięcia swoich danych osobowych z Google, był Mario Costeja González. Hiszpański obywatel nie chciał aby w wyszukiwarce pojawiały się informacje dotyczące licytacji jego majątku z powodu zaległości finansowych jeszcze z końca XX wieku.

W 2010 r. razem z Agencia Española de Protección de Datos (odpowiednik naszego GIODO) rozpoczął walkę z filią amerykańskiego giganta, czyli Google Spain. Prawie nikt nie wierzył, że może wygrać, ale Trybunał Sprawiedliwości UE stanął po jego stronie.

Masz prawo do bycia zapomnianym w internecie

Po wpisaniu swojego imienia i nazwiska w wyszukiwarce możesz znaleźć np. swój profil na Facebook’u, Twitterze, wpisy na swój temat w portalach i forach internetowych, a także swoje zdjęcia z różnych wydarzeń kulturalnych czy imprez okolicznościowych.

Jeśli te informacje zagrażają Twojemu bezpieczeństwu, stawiają Cię w złym świetle lub naruszają Twoją prywatność i reputację, masz prawo się bronić. Dzięki wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE), możesz żądać usunięcia wybranych treści z Google.

Informacje pojawiające się w sieci oraz rozpowszechniane przez operatorów wyszukiwarki, w tym przez ich filie i spółki zależne, TSUE, zgodnie z unijnymi regulacjami, uznał za przetwarzanie danych osobowych, które podlegają prawu do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego oraz prawu do ochrony danych osobowych (art. 7 i 8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej).

– (…) Ponieważ osoba ta może, ze względu na przysługujące jej i przewidziane w art. 7 i 8 karty prawa podstawowe, zażądać, aby dana informacja nie była już podawana do wiadomości szerokiego kręgu odbiorców poprzez zawarcie jej na takiej liście wyników wyszukiwania, prawa te są co do zasady nadrzędne nie tylko wobec interesu gospodarczego operatora wyszukiwarki internetowej, lecz również wobec interesu, jaki ten krąg odbiorców może mieć w znalezieniu rzeczonej informacji w ramach wyszukiwania prowadzonego w przedmiocie imienia i nazwiska tej osoby – uzasadnił w wyroku Trybunał Sprawiedliwości UE.

Usuwanie zdjęcia z Google – jak złożyć wniosek?

W związku z wydanym wyrokiem TSUE, operator Google musiał stworzyć użytkownikom Internetu możliwość usunięcia wybranych treści z wyszukiwarki. W praktyce wypełniasz specjalnie stworzony w tym celu wniosek zwany „Prośbą o usunięcie treści zindeksowanej przez wyszukiwarkę Google na mocy europejskiego prawa ochrony danych”.

Do złożenia wniosku jest potrzebna cyfrowa kopia dokumentu potwierdzającego Twoją tożsamość. Ponadto musisz uzasadnić swoją prośbę i wskazać dokładnie adresy URL, które chcesz usunąć z wyników wyszukiwania.

Operator Google przy rozpatrzeniu wniosku ocenia:

  • prawo do ochrony prywatności danej osoby

  • prawo dostępu do informacji publicznej i prawo do jej rozpowszechniania

  • aktualność, istotność, nieprecyzyjność informacji

  • wzrost publicznego zainteresowania

Jednocześnie zastrzega on, że może odmówić usunięcia informacji dotyczących np. nadużyć finansowych, nieprawidłowości w pracy zawodowej, postępowania karnego albo publicznego zachowania urzędników publicznych.

Osoby publiczne nie mają tak łatwo

Sytuacja wygląda nieco inaczej w przypadku osób publicznych. Każdy przypadek żądania usunięcia określonych treści z Google czy zdjęć jest rozpatrywany indywidualnie. Operator wyszukiwarki musi ocenić, które prawo, w świetle przedstawionych okoliczności, jest ważniejsze: prawo do ochrony prywatności czy prawo dostępu do informacji publicznej i jej rozpowszechniania.

To również pokłosie wskazanego wyżej wyroku TSUE. O ile prawo do ochrony prywatności osób prywatnych jest nadrzędne, o tyle nie jest to reguła w przypadku osób publicznych.

– Taka sytuacja nie ma jednak miejsca, jeśli ze szczególnych powodów, takich jak rola odgrywana przez tę osobę w życiu publicznym, należałoby uznać, że ingerencja w prawa podstawowe tej osoby jest uzasadniona nadrzędnym interesem tego kręgu odbiorców polegającym na posiadaniu, dzięki temu zawarciu na liście, dostępu do danej informacji – czytamy w dalszej części uzasadnienia wyroku TSUE.

Bogaci i znani korzystają z innych sposobów, żeby pozostać anonimowymi

Publiczne osoby, które znajdują się na świeczniku mediów, chronią swoją prywatność na różne sposoby. Często unikają publicznych wystąpień i nie wyrażają zgody na publikację swoich zdjęć w wywiadach czy artykułach prasowych.

Jeśli ich wizerunek już został udostępniony w sieci, to decydują się na odnalezienie twórców i wykupienie praw na wyłączność do wszystkich zdjęć opublikowanych w Internecie, na których się znajdują.

Taką właśnie taktykę obrał prezes odzieżowego potentata LPP – Marek Piechocki. Nie znajdziemy jego zdjęć ani na stronie firmy ani w jej prezentacjach. To samo dotyczy drugiego właściciela odzieżowej spółki, czyli Jerzego Lubiańca. LPP ma swojego oficjalnego reprezentanta, który pojawia się za nich na wszystkich publicznych spotkaniach i wystąpieniach.

Innym bogatym, ale nieznanym z twarzy jest Tadeusz Chmiel, założyciel znanej firmy meblarskiej Black Red White. Od publicznych wystąpień stroni także Bogdan Kaczmarek, współwłaściciel firmy meblarskiej Com.40 i producent marki jeansów Big Star.

Coraz więcej ludzi chce chronić swoją prywatność. W dobie Internetu nie jest to łatwe zadanie. Jednak praktyka pokazuje, że pojawia się coraz więcej narzędzi, dzięki którym możesz chronić swój wizerunek w sieci i walczyć z nieprawdziwymi informacjami na swój temat. Tymczasem zanim wrzucisz kolejne zdjęcie na Faacebook’a lub Twittera, zastanów się, czy może ono trafić w niepowołane ręce.

Zobacz także